niedziela, 22 marca 2015

Time passes

   Hej. Wieczorem zawsze lepiej mi się pisze i właśnie nasunął mi się pewien temat. Chodzi o CZAS. Bardzo potrzebny, jednak okropnie szybko przemijający czas. Ostatnio zauważyłam, że nawet w weekend nie mogę poczuć się rozluźniona, nie mam nigdy całkiem wolnego weekendu, albo choćby jednego dnia -soboty czy niedzieli. Nawet podczas robienia jakiegoś posiłku, np. naleśników nie mogę ich spokojnie robić, tylko równocześnie zmywam, przekładam ciasto i uczę się na jakiś przedmiot. Nie ma czasu, by każdą z tych rzeczy robić po kolej. Kiedy wracałam z zimowiska (w ostatni tydzień ferii) w sobotę, w niedziele nie miałam wolnego dnia tylko musiałam się uczyć wiersza na polski i rozpakować walizkę. Nie mam czasu na chwilę spokoju bez martwienia się, że nie zdążę zrobić tego czy tamtego. Czas mija za szybko! Właściwie po tym co pisze można też stwierdzić, że szkoła wymaga tyle, że nie ma czasu na spokój. Na dzień bez strachu że nie zdążę się nauczyć na jutrzejszy sprawdzian czy kartkówkę. Teraz robi się coraz cieplej, więc o wiele częściej i na dłużej wychodzę na dwór. Jednak i tak nie mogę korzystać ze słońca, bo muszę zaraz wracać do domu żeby robić pożyteczne rzeczy, takie jak nauka czy sprzątanie.  Niestety tak już jest. Pobudka, szkoła, dom, obiad, odrabianie lekcji, nauka i już się robi wieczór. A co z zainteresowaniami? Kiedy jest czas na zajęcia z tańca czy koszykówki? Czasu jest za mało, obowiązków za wiele.

Mam nadzieję, że post się spodobał. Zapraszam do obserwowania i komentowania! Do następnego.

Ps. Teraz coraz częściej będę wstawiała tego typu posty (nie same opowiadania i informacje o zwierzętach.)

piątek, 20 marca 2015

Spring ☼ ⚛❁❀❃✺

    Hej, już na początek szybkie pytanie: widzieliście zaćmienie słońca? Mi na szczęście się udało. Ale przejdźmy do rzeczy. Mamy już WIOSNĘ! Nareszcie! Bardzo lubię ciepłe dni.  Drzewa pięknieją, wypuszczając kolorowe kwiaty. Wszystko kwitnie i cudownie pachnie. Słońce przedziera się przez jeszcze chłodne dni i ogrzewa świat. Ptaki wracają z ciepłych krajów i od samego rana śpiewają. Młode kaczki pływają po stawie. Pogoda jest wspaniała! W końcu można wyjść na dwór i w ciepłych promieniach pojeździć na rowerze, czy rolkach. Nawet wstawanie o siódmej rano do szkoły nie jest takie straszne, kiedy na dworze świeci słońce.


Mam nadzieję, że post się podoba. Komentujcie i obserwujcie! Do następnego!  
 


sobota, 7 marca 2015

Opowiadanie!! Rozdział 13 :)

   Hej, bardzo mocno przepraszam za nieobecność, ale byłam na jednym wyjeździe, potem drugim i jakoś tak wyszło. Ale z prośbą jednej z czytelniczek dzisiejszy rozdział będzie długi, więc ZAPRASZAM DO CZYTANIA! :)


                                                                       ***

-Julka, przeczytaj to! Co ten facet od nas chce? Pan Zbyszek koniecznie musi nam opowiedzieć tą historię o nim. Masz, czytaj. -podałam przyjaciółce kartkę na której było napisane:


            Nawet jak będziecie wciąż mnie wymijać
       i zamykać przede mną drzwi, znajdę to czego szukam.
             Wtargnę do waszego domu i znajdę to!
               Wiedzcie, że nie dam wam spokoju 
              dopóki nie dostanę tego czego chcę. 
               I nie szukajcie pomocy  u Zbyszka,
              nigdy nie wiadomo komu można zaufać.


-Jejku! Może jednak nie pójdziemy do pana Zbyszka?  -spytała Julka po przeczytaniu listu.

-Faktycznie z nim też może być coś nie halo. Pamiętasz jak wyjechał z czymś, myślę, że wartościowym.  Przeczytałyśmy o tym w jego dzienniczku, wtedy jak weszłyśmy do jego domu.

-Nie wiem już nic nie wiem! Nikomu nie można ufać, z nikim szczerze rozmawiać.

-Ehh. Dopiero wróciłyśmy od koni, ale szczerze mówiąc nie chce być tu kiedy nie ma mamy, a do pana Zbyszka też nie pójdę. Wracamy do stajni? Ale nie na jazdę. Może polonżujemy 'nasze konie' ?

-Właściwie to dobry pomysł. Bo w sumie dzisiaj tylko jeździłyśmy. Będziesz uczyła sztuczek Bajkę ? Bo ja z Malagą spróbuję.

-Ja też spróbuję. Zjemy coś i pójdziemy okej?

-Okej.
  
                                                                         ***

Zjadłyśmy na szybko płatki i chleb z serem. Wzięłyśmy jabłka do koni i ponownie wyszłyśmy do stajni.

-O nie. -szepnęłam do Julki widząc z daleka Patryka.

-Co? -zdziwiła się

-Nie chce się z nim widzieć, bo nie zwraca na mnie uwagi. Wracajmy do domu. Już wolę być tam.

-Zwariowałaś? Chcesz wracać do tego grona ludzi, którym nie można ufać. Poza tym tu są konie. Tu jest lepiej.

-No dobra, ale robię to tylko dlatego, że chcę popracować z Bajką.

-Cześć!- krzyknął Patryk jak nas zauważył.

-Ja idę do Bajki -wtrąciłam szybko i pobiegłam do konia

-Co jej się stało?- spytał Patryk

-Nic, chciała już zobaczyć się z koniem

-Aha. Co tam?

-Dobrze, a u Ciebie?

-Też okej. Może pojedziemy w teren?

-Kiedy?

-Dzisiaj. Zaraz.

-Pójdę spytać Karolinę.

-Nie, my sami.

-Wiesz, nie mogę zostawić Karoliny, albo jedzie z nami, albo w ogóle nie jedziemy. Z resztą nie jadę, bo ustaliłyśmy z Julką, że będziemy uczyć koni sztuczek. - W głębi duszy chętnie bym z nim pojechała, ale nie zrobię tego Karolinie.- pomyślała Julka

-No dobra, to może innym razem?

-Chętnie. Idę po konia, do zobaczenia!

-Poczekaj. Weź tylko to, paapa -Patryk dał Julce do ręki jakiś liścik, kartkę.

Tymczasem ja wyczyściłam Bajkę i zapięłam jej lonże do kantara. Wzięłam ją na pole, obok ujeżdżalni i popędziłam do stępa. Po kilku minutach zaczęłam kłus, a później galop.
Pracowałam z nią dopiero godzinę, a ona zaczęła schylać głowę.

-Julka popatrz! Zaufała mi!

-Brawo! -stojąca kilka metrów dalej Julka nie radziła sobie tak dobrze. Malaga była uparta

-A tobie jak idzie? -mimo, że widziałam postanowiłam spytać.

-Średnio.

-Nie martw się, może Malaga potrzebuje więcej czasu.

-Też tak sądzę.

Wróciłam do mojego rumaka. Stanęłam do niego tyłem i czekałam. Po chwili poczułam ciepły oddech na ramionach. Odwróciłam się.

-Kochany konik! Wspaniale!- poklepałam Bajkę, złapałam ją krócej za lonże i ruszyłam w stronę stajni. -Na dziś wystarczy.

Podczas drogi koń, będący na wybiegu wystraszył się, tym samym płosząc Bajkę. Zaprowadziłam ją do boksu i uspokoiłam masażem T-touch. Kreśliłam małe kółka palcami. Zaczęłam od szyi, idąc w stronę uszu. Dzięki tej terapii koń rozluźnia się i uspokaja. Tak przeminęło następne pół godziny.


                                                                              ***

Po powrocie do domu postanowiłyśmy jednak iść do pana Zbyszka i wszystko wyjaśnić.

-Halo? Jest tam ktoś? -zapukałyśmy, lecz nikt nie otwierał, więc zaczęłyśmy wołać.

-Chyba go nie ma. Zawsze kiedy jest potrzebny znika.

Usłyszałyśmy trąbienie. Odwróciłyśmy się gwałtownie.

-O, mama przyjechała! -ucieszyłam się na jej widok. Chciałam powiedzieć jej o moich postępach z Bajką. Podbiegłyśmy do niej.

-Cześć, już po pracy?

-Tak. Co robiłyście?

Opowiedziałam jej o moich postępach z Bajką, o liście nic nie wspomniałam, ani ja, ani Julka.

-A co robiłyście pod drzwiami sąsiada?

-Nudziło nam się, chciałyśmy zapytać się co ciekawego jest w okolicy. -Julka wymyśliła coś na szybko.

-Aha, to teraz już mam dla was zajęcie. Chodźcie. Pomożecie mi z obiadem.

-No dobra. -musiałyśmy się zgodzić, przecież powiedziałyśmy, że nie mamy co robić.

Po zrobieniu i zjedzeniu obiadu chciałyśmy wyjść na dwór. Julka poszła do toalety, a ja zaczęłam już ubierać buty. Chciałam wyjąć sobie gumę z torby Julki, która stała przy drzwiach. Odpięłam zamek i zobaczyłam jakiś papierek. Rozłożyłam go i przeczytałam niedbale napisaną wiadomość. To było od Patryka. Zwinęłam papierek i odłożyłam go tak jak był do torby. Postanowiłam nic nie mówić Julce i zobaczyć co zrobi.

                                                                                  ***


Mam nadzieję, że Wam się podoba. Jeszcze raz przepraszam za tak długą przerwę. Zauważyłam, że ostatnio tak się wkręciłam w pisanie opowiadania, że nie dodaje nic innego, więc piszcie co chcecie zobaczyć na blogu. Może kolejne zrób to sam, albo Wszystko o koniach/psach, a może coś jeszcze innego? Piszcie w komentarzach :) Zapraszam też do obserwowania mojego bloga żeby być na bieżąco. Do następnego! ☺