To już rozdział 10!! Każdy rozdział z liczbą okrągłą (10, 20, 30 itd. ) będzie świętowany! Tzn. będzie o wiele dłuższy od pozostałych części :) Zapraszam do czytania !
***
-Niech nam pan opowie! Co z tego, że jest długa. -razem z Julką błagałyśmy pana Zbyszka by opowiedział historie wiążącą się z przyjazdem nieznajomego . - I dziękujemy za ratunek -dodałam szybko
-No dobrze. Co do ratunku nie ma za co, nie wiecie jeszcze o co chodzi, a pan Władysław chciał się pytać o coś na co odpowiedzi byście nie znały.
-To niech pan mówi!
-A więc to co wam opowiem zdarzyło się ponad 150 lat temu. Ja urodziłem się 80 lat po tym incydencie, ale mój tata przyjaźnił się z takim Bobem. Mieszkał on...
-Chwileczkę! Na naszym strychu znalazłyśmy jakiś stary, zakurzony dziennik. Chyba właścicielem był jakiś pan Bob. Czy to może być ten sam człowiek? -przerwałam panu Zbyszkowi, kiedy przypomniałam sobie o dzienniku.
-To nawet pewne, że jest to ten sam człowiek. Właśnie mówiłem o tym, że mieszkał on...
-Karolina! Julka! Obiad! Chodźcie szybko! -usłyszałyśmy dobiegający zza okna głos mamy
-O nie! Mamo zaraz!- odkrzyknęłam mamie
-Nie zaraz, bo wszystko ostygnie!
-Och.-burknęłam- Musimy iść, możemy przyjść po obiedzie?
-Nie bardzo. Za pół godziny jadę do mojej młodszej siostry. Jest bardzo schorowana.
-O nie! Możemy przyjść jutro? Jakoś rano?
-To się jeszcze zobaczy, tymczasem zmykajcie na obiad.
-Dobrze, do widzenia!
-Do widzenia.
***
Po obiedzie mama jechała do swojej przyjaciółki, która mieszkała blisko mojego dawnego domu. To jakieś 1,5 godziny drogi w jedną stronę, więc wróci wieczorem. Stwierdziłyśmy, że pójdziemy na konie.
-Dzień dobry dziewczyny! -krzyknęła wesoło pani Magda- instruktorka
-Dzień dobry. -odpowiedziałyśmy równocześnie
-Mam dobre wieści! Migdał za 2 tygodnie będzie miał zdjęty gips! Przeżyje, oszczędzał w miarę chorą nogę, przez ok. 4 miesiące nie będzie nikt na nim jeździł, bo musi złapać kondycje, ale możesz się nim opiekować, tzn. karmić, lonżować itp.
-Och jak wspaniale! Jejku jak się cieszę!-krzyczałam jakbym była najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.- A na kim mogę dzisiaj pojeździć ?
-Na Bajce.
-Dobrze, idę ją czyścić!-byłam taka szczęśliwa!
-A ja idę po Malagę.-powiedziała Julka. Opiekowała się ona Malagą, więc wiedziała od razu na kim będzie jeździć.
***
Bajka była gniadym koniem rasy SP (szlachetna półkrew). Na kartce opisującej konia przeczytałam, ze ma ona 6 lat i 167cm wzrostu w kłębie. Nie taka wysoka. Byłam w boksie i czyściłam Bajkę. Była bardzo grzeczna.
Na chwile wyjrzałam z boksu w stronę Julki i zobaczyłam jak przytula się z Patrykiem na powitanie. Byłam zła, że nie przyszedł do mnie, ale postanowiłam poczekać. Może dopiero przyszedł do stajni.
Jednak minęło 10 minut, a jego nadal nie było. Wyjrzałam ponownie i zobaczyłam Julkę, która wciąż rozmawiała z Patrykiem i równocześnie czyściła konia. Nie wytrzymałam i poszłam do nich.
-Cześć Patryk! -przywitałam się wesoło rozkładając ramiona. Myślałam, że mnie również przytuli na powitanie.
-O cześć!- odpowiedział spoglądając na mnie na chwilę i wracając do rozmowy z Julką.
-Aha. -wymamrotałam pod nosem.-super, wspaniale, genialnie! -wracając do Bajki kopałam kamień i rzucałam pozytywnymi słowami, aczkolwiek nie byłam wesoła.
Bardzo zdenerwowało mnie to, że Patryk tak bardzo zaprzyjaźnił się z Julką. Może gdyby wiedziała, że on mi się podoba nie rozmawiałaby z nim ciągle? Dzisiaj wieczorem jej to powiem.-Postanowiłam.
Podczas jazdy Patryk i Julka ciągle wymieniali się uśmiechami. Strasznie mnie to denerwowało, chciałam z tamtąd iść, ale co bym powiedziała? 'No wiecie idę, bo mi się podobasz Patryk i denerwuje mnie jak rozmawiasz z Julką' No jasne...
***
Przetrwałam jazdę, ale po powrocie do domu mimo starań nie mogłam uśmiechnąć się do Julki.
-Co ci się stało? Obraziłaś się na mnie? -pytała ciągle
-Nie!- nie mogłam opanować emocji i zawsze odpowiadałam krzycząc.
-Dobra, dobra tylko pytam...- speszona Julka próbowała się bronić za każdym razem.
***
Kiedy się położyłyśmy do spania (ok. 23 ) mamy jeszcze nie było. Bałam się Julce wyznać prawdę o Patryku, ale przecież to moja przyjaciółka mówimy sobie wszystko.
-Julka -zaczęłam niepewnie- Bo wiesz ja byłam taka zła, bo...-zawiesiłam głos, nie byłam pewna czy powiedzieć Julce prawdę.
-No? -Julka zainteresowała się tym co mówiłam
-No bo Patryk mi się podoba, a....
-Co? Na prawdę? Ale super! Bylibyście fajną parą.
-Ale ty nic nie rozumiesz! Cały czas rozmawiał z tobą, na mnie nie zwracał praktycznie uwagi, ty mu się podobasz!
-Ja uważam go za przyjaciela, jeśli byłaś zła o to, to przepraszam. Nie wiedziałam.
-Okej, wybaczam. A teraz idę spać jestem strasznie zmęczona.-powiedziałam i po krótkim czasie zasnęłam.
***
Następnego dnia rano przestraszyłyśmy się bardzo z Julką, na naszym podwórku zobaczyłyśmy samochód pana Władysława, a w domu było tak jak wczoraj. Mama nie wróciła! Na pewno nie zatrzymała się u przyjaciółki, powiedziała nawet, że wróci jak najwcześniej żebyśmy nie musiały być długo same. Byłam przerażona!
***
Uff, to się rozpisałam :) Mam nadzieję, że opowiadanie i te jubileusze Wam się spodobają ! ☺
Jestem otwarta na wszelkie komentarze! :) Komentujcie ☻☺ i zadawajcie pytania na temat zwierząt ! :)
niedziela, 25 stycznia 2015
Opowiadanie!! Rozdział 9 :)
Hej, już drugi post :) Ten rozdział będzie krótki, ale tak jak obiecałam napiszę dzisiaj również długi, ale będzie to 10, bo to okrągła liczba :) Zapraszam do czytania! :)
***
Gonił nas nieznajomy pan, uciekałyśmy ile sił w nogach! Niestety mama niczego nie świadoma zakluczyła drzwi, pewnie jak Julka przyszła z kartką. Nie zdążyłaby zejść i otworzyć nam drzwi więc zaczęłyśmy biec w stronę stajni.
-Dalej, szybciej Karolina! -krzyknęła do mnie Julka
-Nie mam takiej dobrej kondycji jak ty! -odpowiedziałam zdyszana, po czym zobaczyłam przed oczyma kolorowe plamki i upadłam na ziemię.
***
-Karolina! Karolina nic ci nie jest?! -kiedy zaczęłam powoli otwierać oczy zobaczyłam nade mną Julkę i nieznajomego.
-Aaa!- krzyknęłam, bo przestraszyłam się tego pana. Odepchnęłam się rękami do tył i wstałam opierając się na nich.
-Karolina! Wszystko okej? -zapytała szczęśliwa, że się podniosłam Julka.
-Chyba, ale co on tu robi? -wskazałam palcem na nieznajomego -Uciekajmy!-dodałam
-Spokojnie, nic wam nie zrobię, zauważ, że właśnie ci pomogłem
-Przepraszam, ale dlaczego nas pan gonił?
-Co robiłyście za moim autem?
-Co pan robił w moim ogrodzie?
Wypowiedzieliśmy ciąg pytań, bez odpowiedzi.
-Wracam do domu, choć Julka -rozkazałam i ruszyłyśmy w stronę domu, nieznajomy szedł za nami i mimo, że wciąż się go bałam nie miałam siły biec
-A teraz może odpowiecie na kilka moich pytań hmm? -powiedział nieznajomy zatrzymując nas rozkładając swoje długie ręce.
-Nie mamy czasu, może innym razem. -powiedziałam szybko i pośpiesznym krokiem wyminęłam tego dziwaka i szłam do drzwi wejściowych mojego domu.
-Nie tak szybko! -krzyknął nieznajomy i znowu nas zastawił, tym razem skuteczniej
-Niech nas pan zostawi! Mamo!- wołałam mamę, ale ona niestety nie słyszała.
-Zostaw je! -zobaczyłyśmy zbliżającego się pana Zbyszka, trochę się zdziwiłyśmy, ale zarazem ucieszyłyśmy
Pan Zbyszek odepchnął nieznajomego ,że ten się przewrócił i rozkazując byśmy za nim podążały poszedł do swojego domu.
-Co on od nas chciał? -spytałam kiedy siedziałyśmy z panem Zbyszkiem w jego kuchni.
-Ehh, to długa historia, bardzo długa...
***
Tak jak wspominałam ten rozdział jest krótki, ale zaraz dodam 10!! Więc nie martwcie się będzie co czytać :) Komentujcie! :):) ☻☺
I PAMIĘTAJCIE! W komentarzach można zadawać mi pytania dotyczące zwierząt chętnie na nie odpowiem!! :)
***
Gonił nas nieznajomy pan, uciekałyśmy ile sił w nogach! Niestety mama niczego nie świadoma zakluczyła drzwi, pewnie jak Julka przyszła z kartką. Nie zdążyłaby zejść i otworzyć nam drzwi więc zaczęłyśmy biec w stronę stajni.
-Dalej, szybciej Karolina! -krzyknęła do mnie Julka
-Nie mam takiej dobrej kondycji jak ty! -odpowiedziałam zdyszana, po czym zobaczyłam przed oczyma kolorowe plamki i upadłam na ziemię.
***
-Karolina! Karolina nic ci nie jest?! -kiedy zaczęłam powoli otwierać oczy zobaczyłam nade mną Julkę i nieznajomego.
-Aaa!- krzyknęłam, bo przestraszyłam się tego pana. Odepchnęłam się rękami do tył i wstałam opierając się na nich.
-Karolina! Wszystko okej? -zapytała szczęśliwa, że się podniosłam Julka.
-Chyba, ale co on tu robi? -wskazałam palcem na nieznajomego -Uciekajmy!-dodałam
-Spokojnie, nic wam nie zrobię, zauważ, że właśnie ci pomogłem
-Przepraszam, ale dlaczego nas pan gonił?
-Co robiłyście za moim autem?
-Co pan robił w moim ogrodzie?
Wypowiedzieliśmy ciąg pytań, bez odpowiedzi.
-Wracam do domu, choć Julka -rozkazałam i ruszyłyśmy w stronę domu, nieznajomy szedł za nami i mimo, że wciąż się go bałam nie miałam siły biec
-A teraz może odpowiecie na kilka moich pytań hmm? -powiedział nieznajomy zatrzymując nas rozkładając swoje długie ręce.
-Nie mamy czasu, może innym razem. -powiedziałam szybko i pośpiesznym krokiem wyminęłam tego dziwaka i szłam do drzwi wejściowych mojego domu.
-Nie tak szybko! -krzyknął nieznajomy i znowu nas zastawił, tym razem skuteczniej
-Niech nas pan zostawi! Mamo!- wołałam mamę, ale ona niestety nie słyszała.
-Zostaw je! -zobaczyłyśmy zbliżającego się pana Zbyszka, trochę się zdziwiłyśmy, ale zarazem ucieszyłyśmy
Pan Zbyszek odepchnął nieznajomego ,że ten się przewrócił i rozkazując byśmy za nim podążały poszedł do swojego domu.
-Co on od nas chciał? -spytałam kiedy siedziałyśmy z panem Zbyszkiem w jego kuchni.
-Ehh, to długa historia, bardzo długa...
***
Tak jak wspominałam ten rozdział jest krótki, ale zaraz dodam 10!! Więc nie martwcie się będzie co czytać :) Komentujcie! :):) ☻☺
I PAMIĘTAJCIE! W komentarzach można zadawać mi pytania dotyczące zwierząt chętnie na nie odpowiem!! :)
Wszystko o koniach #2 Jak dbać o sprzęt?
Hej, tak jak mówiłam dzisiaj 5 postów :) zaczniemy od Wszystko o koniach :)
..........................................................................................................
Skórzane rzeczy
Każdy co jakiś czas czyści siodło, ogłowie lub skórzane buty do jazdy, jednak nie trzeba kupować preparatów za 20 złotych, wystarczy zakupić w rossmanie oliwkę dla dzieci, np. z firmy bambino za ok. 7-11 złotych i tym wyczyścić sprzęt skórzany :)
Wędzidło
Tą część ogłowia wystarczy wyczyścić pod bieżącą wodą, do tego użyć, np. szczoteczki do zębów i gotowe ! :)
Czapraki, derki, owijki
Myjemy je w wannie (nie w pralce, bo zapcha się sierścią!) rękami lub szczotką, nie trzeba używać płynów (chyba że jest taka potrzeba) wystarczy wodą.
Szczotki, uwiązy, kantary itp.
Wszystkie te i pozostałe rzeczy myjemy pod wodą
Każdą rzecz regularnie można wycierać z kurzy zwykłą szmatką :)
Mam nadzieję, że te informacje się przydadzą :) Zapraszam do czytania i komentowania! :) ☻☺
..........................................................................................................
Skórzane rzeczy
Każdy co jakiś czas czyści siodło, ogłowie lub skórzane buty do jazdy, jednak nie trzeba kupować preparatów za 20 złotych, wystarczy zakupić w rossmanie oliwkę dla dzieci, np. z firmy bambino za ok. 7-11 złotych i tym wyczyścić sprzęt skórzany :)
Wędzidło
Tą część ogłowia wystarczy wyczyścić pod bieżącą wodą, do tego użyć, np. szczoteczki do zębów i gotowe ! :)
Czapraki, derki, owijki
Myjemy je w wannie (nie w pralce, bo zapcha się sierścią!) rękami lub szczotką, nie trzeba używać płynów (chyba że jest taka potrzeba) wystarczy wodą.
Szczotki, uwiązy, kantary itp.
Wszystkie te i pozostałe rzeczy myjemy pod wodą
Każdą rzecz regularnie można wycierać z kurzy zwykłą szmatką :)
Mam nadzieję, że te informacje się przydadzą :) Zapraszam do czytania i komentowania! :) ☻☺
piątek, 23 stycznia 2015
Info! Info! :)
Hej, już mamy weekend! :) Zdradzę, że w niedzielę wstawie baaardzo długi rozdział :) oprócz tego planuję napisać kilka innych postów :) w sumie będzie ich prawdopodobnie 3 :D . Dzisiaj niestety już nic nie wstawie, ale jutro i po jutrze będzie co czytać ;D .
A jak Wam minął tydzień? Mi nie najgorzej :) Do jutra możecie nadrobić zaległości i przeczytać wcześniejsze posty. Zapraszam! Miłego weekendu ! :)
A jak Wam minął tydzień? Mi nie najgorzej :) Do jutra możecie nadrobić zaległości i przeczytać wcześniejsze posty. Zapraszam! Miłego weekendu ! :)
środa, 21 stycznia 2015
Opowiadanie!! Rozdział 8 :)
Już trzeci post dzisiaj! Uff.. Zapraszam do czytania! :)
***
Kiedy Julka powiedziała mi, że nauczyła się chodów bocznych, że Patryk ją nauczył poczułam zazdrość. Nie wiem czy dlatego, ze umie chody boczne, czy dlatego, że tak super spędziła czas z Patrykiem. Musiałam udawać, że cieszę się jej szczęściem.
-Tak? Nauczył cię chodów bocznych? Ale super! Jak pójdziemy do stajni to mnie nauczysz.-powiedziałam wesoła, ale kiedy tylko powiedziałam 'stajnia' uśmiech znikł. Przypomniał mi się Migdał. Wybuchłam płaczem.
-Hej, no weź, dla pani też jest to bardzo smutne, ale musi iść dalej i zajmować się innymi końmi, może pójdziemy jutro do stajni i spróbujesz pojeździć na kimś innym?
-Masz rację, nie ma co się smucić, jutro pójdziemy tam i będzie super!
***
Do wieczora nie robiłyśmy już nic nadzwyczajnego, siedziałyśmy i się nudziłyśmy. Jednak następnego dnia od samego rana postanowiłyśmy wziąć się za szukanie złodzieja szkatułki.
-Patrz! Na naszą posesję wlazł pan Zbyszek! Idzie do szopy! Wszystko wskazuje na to, ze on ukradł
szkatułkę. - krzyknęła do mnie Julka. Od 20 minut siedziałyśmy za drzewem, który jest na przeciwko domu i obserwowałyśmy okolicę.
-Spójrz! On wychodzi bez niczego. Czy gdyby ukradł szkatułkę wyszedł by teraz z szopy z pustymi rękami ? -zapytałam, po dłuższym czasie obserwowania sąsiada
-Nie wiem, ale po co znów tu przylazł? On czegoś szuka i my dowiemy się czego!- odpowiedziała zdecydowanie Julka
Jednak potem coś się zdarzyło i wtedy już kompletnie nie wiedziałyśmy o co chodzi. Samochodem z różnymi rzeczami do koni w bagażniku (obadałyśmy ty jak poszedł do szopy) przyjechał jakiś pan. Był ubrany bardzo dostojnie, miał na sobie marynarkę.
-Czego tu szukasz?! -krzyknął pan Zbyszek, kiedy nieznajomy wszedł do szopy. Najwyraźniej się znali.
-Przyjechałem po to co powinno należeć do mojego ojca!
-O co chodzi? -szepnęłam zaniepokojona do Julki. Teraz byłyśmy bliżej szopy, więc słyszałyśmy każde wypowiedziane słowo.
-Idź stąd! -krzyknął nerwowo pan Zbyszek.
-Nie pojadę póki nie dostanę tego po co przyszedłem!
-Pobiegnę do domu po kartkę i zapiszę rejestrację auta tego gościa.- powiedziała cicho Julka i pobiegła do domu.
Gdy wróciła przeniosłyśmy się za samochód. Teraz to była nasza kryjówka.
-Zapisałaś? -spytałam
-Tak, to idziemy do domu? Trochę się boję.
-Dobra to poczekajmy na właściwy moment, a potem pędem.
W czasie kiedy panowie byli odwróceni pobiegłyśmy w stronę domu. Jednak nie udało nam się.
-Co wy tu robiłyście? Jak was dorwę!- zaczęłyśmy uciekać
***
Jak się podoba? Czekajcie na kolejną część, a tymczasem komentujcie!! :)
***
Kiedy Julka powiedziała mi, że nauczyła się chodów bocznych, że Patryk ją nauczył poczułam zazdrość. Nie wiem czy dlatego, ze umie chody boczne, czy dlatego, że tak super spędziła czas z Patrykiem. Musiałam udawać, że cieszę się jej szczęściem.
-Tak? Nauczył cię chodów bocznych? Ale super! Jak pójdziemy do stajni to mnie nauczysz.-powiedziałam wesoła, ale kiedy tylko powiedziałam 'stajnia' uśmiech znikł. Przypomniał mi się Migdał. Wybuchłam płaczem.
-Hej, no weź, dla pani też jest to bardzo smutne, ale musi iść dalej i zajmować się innymi końmi, może pójdziemy jutro do stajni i spróbujesz pojeździć na kimś innym?
-Masz rację, nie ma co się smucić, jutro pójdziemy tam i będzie super!
***
Do wieczora nie robiłyśmy już nic nadzwyczajnego, siedziałyśmy i się nudziłyśmy. Jednak następnego dnia od samego rana postanowiłyśmy wziąć się za szukanie złodzieja szkatułki.
-Patrz! Na naszą posesję wlazł pan Zbyszek! Idzie do szopy! Wszystko wskazuje na to, ze on ukradł
szkatułkę. - krzyknęła do mnie Julka. Od 20 minut siedziałyśmy za drzewem, który jest na przeciwko domu i obserwowałyśmy okolicę.
-Spójrz! On wychodzi bez niczego. Czy gdyby ukradł szkatułkę wyszedł by teraz z szopy z pustymi rękami ? -zapytałam, po dłuższym czasie obserwowania sąsiada
-Nie wiem, ale po co znów tu przylazł? On czegoś szuka i my dowiemy się czego!- odpowiedziała zdecydowanie Julka
Jednak potem coś się zdarzyło i wtedy już kompletnie nie wiedziałyśmy o co chodzi. Samochodem z różnymi rzeczami do koni w bagażniku (obadałyśmy ty jak poszedł do szopy) przyjechał jakiś pan. Był ubrany bardzo dostojnie, miał na sobie marynarkę.
-Czego tu szukasz?! -krzyknął pan Zbyszek, kiedy nieznajomy wszedł do szopy. Najwyraźniej się znali.
-Przyjechałem po to co powinno należeć do mojego ojca!
-O co chodzi? -szepnęłam zaniepokojona do Julki. Teraz byłyśmy bliżej szopy, więc słyszałyśmy każde wypowiedziane słowo.
-Idź stąd! -krzyknął nerwowo pan Zbyszek.
-Nie pojadę póki nie dostanę tego po co przyszedłem!
-Pobiegnę do domu po kartkę i zapiszę rejestrację auta tego gościa.- powiedziała cicho Julka i pobiegła do domu.
Gdy wróciła przeniosłyśmy się za samochód. Teraz to była nasza kryjówka.
-Zapisałaś? -spytałam
-Tak, to idziemy do domu? Trochę się boję.
-Dobra to poczekajmy na właściwy moment, a potem pędem.
W czasie kiedy panowie byli odwróceni pobiegłyśmy w stronę domu. Jednak nie udało nam się.
-Co wy tu robiłyście? Jak was dorwę!- zaczęłyśmy uciekać
***
Jak się podoba? Czekajcie na kolejną część, a tymczasem komentujcie!! :)
Wszystko o psach #1 Co trzeba mieć przy zakupie psa?
Hej, jak widzicie tworzę serie: Wszystko o ... mamy już o koniach i psach, planuję zrobić jeszcze o kotach, mam nadzieję, że skorzystacie z moich porad. Zapraszam do czytania! :)
Dziś napiszę co jak przygotować się do przyjęcia pupila do domu.
Przy kupnie rzeczy należy uwzględnić wielkość i rasę psa. Dużemu czworonogowi kupimy grubszą smycz, większa miskę i legowisko.
Do ugoszczenia psa należy zakupić:
-Obrożę (zwykłą i w zależności od potrzeb przeciw kleszczom)
-Smycz (krótką i rozciągalną <- jeśli jest potrzeba)
-Miski (do wody i jedzenia)
-Legowisko
-Szczotkę lub grzebień do sierści
-Szampon (w zależności od potrzeb, np. przeciw kleszczom i pchłom)
-Zabawki (piłki, liny do przeciągania, piszczące zabawki i inne )
Regularnie należy kupować:
-Suchą karmę
-Czasami mokrą karmę (puszki)
-Przysmaki dla psów
Oczywiście wielkość i rodzaj każdej rzeczy zależy od rasy i wielkości psa! :)
Jeśli macie jakieś problemy ze swoimi zwierzakami (nie tylko końmi) piszcie w komentarzach, a w następnym poście lub w odpowiedzi na pewno pomogę :) Komentujcie!
Dziś napiszę co jak przygotować się do przyjęcia pupila do domu.
Przy kupnie rzeczy należy uwzględnić wielkość i rasę psa. Dużemu czworonogowi kupimy grubszą smycz, większa miskę i legowisko.
Do ugoszczenia psa należy zakupić:
-Obrożę (zwykłą i w zależności od potrzeb przeciw kleszczom)
-Smycz (krótką i rozciągalną <- jeśli jest potrzeba)
-Miski (do wody i jedzenia)
-Legowisko
-Szczotkę lub grzebień do sierści
-Szampon (w zależności od potrzeb, np. przeciw kleszczom i pchłom)
-Zabawki (piłki, liny do przeciągania, piszczące zabawki i inne )
Regularnie należy kupować:
-Suchą karmę
-Czasami mokrą karmę (puszki)
-Przysmaki dla psów
Oczywiście wielkość i rodzaj każdej rzeczy zależy od rasy i wielkości psa! :)
Jeśli macie jakieś problemy ze swoimi zwierzakami (nie tylko końmi) piszcie w komentarzach, a w następnym poście lub w odpowiedzi na pewno pomogę :) Komentujcie!
Wszystko o koniach #1 Jak lonżować konia?
Hej, dzisiaj oprócz 8 już rozdziału opowiadania wstawiam post: Jak lonżować konia ?
Konie to bardzo wspaniałe zwierzaki, każdy jeździec marzy pewnie o własnym wierzchowcu, jednak należy wiedzieć o nim wszystko zanim dokona się zakupu :) Dziś przybliżę Wam sposób lonżowania konia :) Zapraszam!
Kiedy już wyczyścisz konia i przygotujesz do lonżowania (założysz pas do lonżowania, ogłowie, kantar albo coś innego, zależy w czym go lonżujesz) weź długi bat.
Na początku zrób ok. 10 minut stępa. Niech będzie on aktywny, tzn. niech koń idzie szybko/żwawo. Jeśli zakłusuje nie karaj go, pozwól zrobić mu kilka kroków i ponownie przejdź do stępa.
Po 10 minutach przejdź do kłusa. Rób częste przejścia do stępa, dzięki temu koń się nie znudzi.
Kłus jest chodem symetrycznym wszelkie urazy i kulawizny są widoczne, gdy koń porusza się tym chodem. Wykorzystaj ten czas na przeanalizowanie ruchu wierzchowca.
Po ok. 15 minutach zmień stronę. Postępuj przez 5 minut. Potem znowu przećwicz kłus.
Po ok. 10 minutach zagalopuj.
Zaobserwuj czy koń zaczyna „z dobrej nogi”. Jeśli nie, ćwicz z koniem regularnie galop na dobrą nogę.
Po 5 minutach zmień stronę, rozstępuj przez chwilę konia i ponownie zagalopuj. Następnie 5 minut kłusa. Ostatnie minuty treningu poświęć na rozstępowanie swojego wierzchowca.
Podsumowanie:
-najpierw 10 minut stępa
-potem 15 minut kłusa (z przejściami do stępa)
-następnie zmiana strony i stęp przez 5 minut
-później kłus 10 minut
-potem galop ok. 5 minut
-następnie zmiana strony, chwilowy stęp (ok. 3 min.) i ponownie galop ok.5 minut
-później 5 minut kłusa
-ostatnie minuty poświęć na stęp
Oczywiście lonżowanie konia zależy również od właściciela i od tego co koń ma wytrenować, np. dla konia trenującego skoki można dołożyć drążki; koń który musi poprawić kłus w ogóle nie musi mieć galopu. :)
Jeśli macie jakieś problemy ze swoimi zwierzakami (nie tylko końmi) piszcie w komentarzach, a w następnym poście na pewno pomogę :) Komentujcie!
Konie to bardzo wspaniałe zwierzaki, każdy jeździec marzy pewnie o własnym wierzchowcu, jednak należy wiedzieć o nim wszystko zanim dokona się zakupu :) Dziś przybliżę Wam sposób lonżowania konia :) Zapraszam!
Kiedy już wyczyścisz konia i przygotujesz do lonżowania (założysz pas do lonżowania, ogłowie, kantar albo coś innego, zależy w czym go lonżujesz) weź długi bat.
Na początku zrób ok. 10 minut stępa. Niech będzie on aktywny, tzn. niech koń idzie szybko/żwawo. Jeśli zakłusuje nie karaj go, pozwól zrobić mu kilka kroków i ponownie przejdź do stępa.
Po 10 minutach przejdź do kłusa. Rób częste przejścia do stępa, dzięki temu koń się nie znudzi.
Kłus jest chodem symetrycznym wszelkie urazy i kulawizny są widoczne, gdy koń porusza się tym chodem. Wykorzystaj ten czas na przeanalizowanie ruchu wierzchowca.
Po ok. 15 minutach zmień stronę. Postępuj przez 5 minut. Potem znowu przećwicz kłus.
Po ok. 10 minutach zagalopuj.
Zaobserwuj czy koń zaczyna „z dobrej nogi”. Jeśli nie, ćwicz z koniem regularnie galop na dobrą nogę.
Po 5 minutach zmień stronę, rozstępuj przez chwilę konia i ponownie zagalopuj. Następnie 5 minut kłusa. Ostatnie minuty treningu poświęć na rozstępowanie swojego wierzchowca.
Podsumowanie:
-najpierw 10 minut stępa
-potem 15 minut kłusa (z przejściami do stępa)
-następnie zmiana strony i stęp przez 5 minut
-później kłus 10 minut
-potem galop ok. 5 minut
-następnie zmiana strony, chwilowy stęp (ok. 3 min.) i ponownie galop ok.5 minut
-później 5 minut kłusa
-ostatnie minuty poświęć na stęp
Oczywiście lonżowanie konia zależy również od właściciela i od tego co koń ma wytrenować, np. dla konia trenującego skoki można dołożyć drążki; koń który musi poprawić kłus w ogóle nie musi mieć galopu. :)
Jeśli macie jakieś problemy ze swoimi zwierzakami (nie tylko końmi) piszcie w komentarzach, a w następnym poście na pewno pomogę :) Komentujcie!
wtorek, 20 stycznia 2015
Opowiadanie!! Rozdział 7 :)
Kolejny rozdział! Zapraszam do czytania :)
***
-Co się stało?- spytałam zaniepokojona
-Migdał -koń na którym jeździłam- złamał nogę i możliwe jest, że umrze!- pani Magda ledwo wypowiedziała te słowa, była bardzo przywiązana do tych koni
-O nie! Jak to się stało?!- wykrzyczała zrozpaczona Julka
-No po prostu galopował i w pewnym momencie źle ustawił nogę i się złamała.
-Och nie! Dlaczego może nie przeżyć?
-Konie chodzą nie oszczędzając chorej nogi. Oprócz tego jego tylna noga uległa złamaniu, nie będzie mógł skakać.
Usiadłam pod jego boksem i rozpłakałam się. Było mi tak smutno! Julka jakoś się trzymała, próbowała mnie pocieszyć. Nagle zjawił się Patryk. Widząc całą sytuację nie gniewał się już na nas, tylko usiadł obok mnie i próbował pocieszać. Pociągnęłam nosem.
-Co się stało? -zapytał
-Migdał może umrzeć! Mimo, że znam go krótko bardzo go polubiłam.
-Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. -objął mnie ręką, nadal wszyscy w trójkę siedzieliśmy pod boksem
-No mam nadzieję! Ale teraz już nie mam ochoty tu zostać, wolę wrócić do domu.
-A ja zostanę dobra? Chce sobie pojeździć, ale bardzo ci współczuję. -wstaliśmy i Julka przytuliła mnie na pożegnanie.
-To cześć! -krzyknęłam i ruszyłam w stronę domu.
***
Niestety po powrocie do domu zastałam w nim mamę.
-Szybko wróciłaś z tych zakupów.-powiedziałam zanim zdążyła mnie skrzyczeć. Jednak jej złość od razu minęła, kiedy zobaczyła moją zapłakaną twarz.
-Co się stało?-zareagowała
-Nie bądź zła, ale poszłyśmy do stajni i okazało się, ze Migdał może umrzeć! To koń na którym jeździłam, bardzo się do niego przywiązałam.-mama podeszła do mnie i przytuliła, pocieszając.
-Wszystko będzie dobrze, zobaczysz on wyzdrowieje. -powiedziała, a ja wyrwałam się z jej uścisku, kiedy poczułam napływające łzy i pobiegłam na górę.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać w poduszkę. Zastanawiałam się, dlaczego tak to przeżywam? Tylko raz jeździłam na tym koniu, może po prostu musiałam wypłakać moje wszystkie smutki i żale?
***
-Hej! Już jestem!- usłyszałam Julkę krzyczącą z dołu, od razu zbiegłam na dół.
-Hej! Nareszcie jesteś! Jak było?
-Super! Patryk nauczył mnie chodów bocznych. -powiedziała uradowana
W tym momencie poczułam ...
***
Przepraszam, że dzisiaj takie krótkie, ale nie miałam za bardzo natchnienia :c do jutra! :):) Komentujcie ! :)
***
-Co się stało?- spytałam zaniepokojona
-Migdał -koń na którym jeździłam- złamał nogę i możliwe jest, że umrze!- pani Magda ledwo wypowiedziała te słowa, była bardzo przywiązana do tych koni
-O nie! Jak to się stało?!- wykrzyczała zrozpaczona Julka
-No po prostu galopował i w pewnym momencie źle ustawił nogę i się złamała.
-Och nie! Dlaczego może nie przeżyć?
-Konie chodzą nie oszczędzając chorej nogi. Oprócz tego jego tylna noga uległa złamaniu, nie będzie mógł skakać.
Usiadłam pod jego boksem i rozpłakałam się. Było mi tak smutno! Julka jakoś się trzymała, próbowała mnie pocieszyć. Nagle zjawił się Patryk. Widząc całą sytuację nie gniewał się już na nas, tylko usiadł obok mnie i próbował pocieszać. Pociągnęłam nosem.
-Co się stało? -zapytał
-Migdał może umrzeć! Mimo, że znam go krótko bardzo go polubiłam.
-Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. -objął mnie ręką, nadal wszyscy w trójkę siedzieliśmy pod boksem
-No mam nadzieję! Ale teraz już nie mam ochoty tu zostać, wolę wrócić do domu.
-A ja zostanę dobra? Chce sobie pojeździć, ale bardzo ci współczuję. -wstaliśmy i Julka przytuliła mnie na pożegnanie.
-To cześć! -krzyknęłam i ruszyłam w stronę domu.
***
Niestety po powrocie do domu zastałam w nim mamę.
-Szybko wróciłaś z tych zakupów.-powiedziałam zanim zdążyła mnie skrzyczeć. Jednak jej złość od razu minęła, kiedy zobaczyła moją zapłakaną twarz.
-Co się stało?-zareagowała
-Nie bądź zła, ale poszłyśmy do stajni i okazało się, ze Migdał może umrzeć! To koń na którym jeździłam, bardzo się do niego przywiązałam.-mama podeszła do mnie i przytuliła, pocieszając.
-Wszystko będzie dobrze, zobaczysz on wyzdrowieje. -powiedziała, a ja wyrwałam się z jej uścisku, kiedy poczułam napływające łzy i pobiegłam na górę.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać w poduszkę. Zastanawiałam się, dlaczego tak to przeżywam? Tylko raz jeździłam na tym koniu, może po prostu musiałam wypłakać moje wszystkie smutki i żale?
***
-Hej! Już jestem!- usłyszałam Julkę krzyczącą z dołu, od razu zbiegłam na dół.
-Hej! Nareszcie jesteś! Jak było?
-Super! Patryk nauczył mnie chodów bocznych. -powiedziała uradowana
W tym momencie poczułam ...
***
Przepraszam, że dzisiaj takie krótkie, ale nie miałam za bardzo natchnienia :c do jutra! :):) Komentujcie ! :)
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Opowiadanie!! Rozdział 6 :)
Hej, dzisiaj kolejny rozdział! Zapraszam :)
Gdy usłyszałyśmy, że ktoś jest w domu spanikowałyśmy. Uciekłyśmy do pomieszczenia obok, była to sypialnia. Julka wślizgnęła się pod łóżko, a ja schowałam za drzwiami.
-Halo? Ktoś tu jest? -tajemniczy pan powtórzył pytanie
Siedziałyśmy cicho jak myszki, bardzo się bałyśmy. W pewnym momencie usłyszałyśmy kroki bardzo blisko nas, był w sypialni. Wstrzymałam oddech, miałam gorszą kryjówkę.
Nagle ten pan podszedł do szafki nocnej koło łóżka i zaczął tam grzebać. Wyjął trochę pieniędzy, jakiś stary, myślę że drogocenny wisiorek i pozłacaną klamrę. Zrozumiałam, że to był złodziej!
Natychmiast zaczęłam myśleć co tu zrobić, przecież on nie może tak sobie okraść pana Zbyszka i zwiać.
Poczekałam aż wyszedł z sypialni i zagadałam cicho do Julki
-Co robimy? To jest złodziej!
-Nie wiem, wymyśl coś szybko!
-Chyba jedyne co możemy zrobić to wybiec stąd i zawiadomić kogoś dorosłego!
-Dobra to chodź.
I poszłyśmy, czekałyśmy na odpowiedni moment i zaczęłyśmy biec w stronę wyjścia
-Julka! Pomocy! - złodziej złapał mnie za rękę i nie chciał puścić, na szczęście Julka zdecydowanym krokiem wyjęła kwiaty z doniczki, która stałą na szafce na buty tuż przy drzwiach i chlusnęła mu wodą prosto w twarz.
Udało nam się uciec, wbiegłyśmy do domu, jak oparzone, mama obudziła się i zbiegła na dół.
-Co się stało?!- zapytała przerażona
-Byłyśmy u pana Zbyszka, znaczy jego nie ma, w jego domu jest złodziej! Uciekłyśmy szybko! -opowiedziałam pokrótce historię, byłam bardzo zdyszana .
Mama wybiegła z domu i poszła po sąsiada pana Zbyszka, on zareagował i wygonił złodzieja.
Kiedy mama wróciła do domu nie była zadowolona.
-Co wy tam robiłyście w środku nocy?!
-No poszłyśmy na chwilę na dwór i zobaczyłyśmy, że ktoś się wkrada, przynajmniej ocaliłyśmy ten dom!
-To was nie usprawiedliwia! Marsz do pokoju i do spania!
Poszłyśmy szybko na górę, wciąż trzęsłyśmy się po tym incydencie.
-Jejku, nigdy więcej takich nocnych wypadów ! -powiedziałam i położyłam się, byłam mega śpiąca.
***
Następnego dnia wstałyśmy bardzo późno, o 14. Wciąż byłyśmy przestraszone cała sytuacją. I jeszcze mama była zła. Zeszłyśmy na śniadanie. Planowałyśmy wybrać się dzisiaj do stajni do 'naszych' koni (pani mówiła, że możemy je karmić, lonżować itd., więc to tak jakby były nasze)
-Mamo, idziemy za chwilę do koni. -oznajmiłam mamę
-Nie idziecie! Macie karę do końca przyszłego tygodnia!
-Co?! My ustaliłyśmy z panią ,że takie dwa konie będą jakby nasze na czas wakacji! Musimy się nimi zaopiekować!
-Trudno, trzeba było myśleć zanim zrobiłyście wczoraj taką głupotę!
-Jasne, dom dzięki nam nie został okradziony, a ty nam jeszcze kary dawaj !
Poszłyśmy na górę mocno tupiąc nogami po schodach.
-To co będziemy robić?- spytała Julka
-Nie wiem. Konie były jedynym ciekawym zajęciem na tej wsi.
-Chyba nie zamierzasz siedzieć tu do końca przyszłego tygodnia, pani będzie zła i nie będziemy mogły opiekować się już tymi końmi.
-Jasne, że nie zamierzam, jak tylko mama gdzieś pojedzie już nas tu nie będzie.
I tak też się stało, mama pojechała na zakupy, a my od razu wskoczyłyśmy w bryczesy i wyszłyśmy z domu.
***
-Dzień dobry!-przywitałam się z panią Magdą- przepraszamy, ze tak późno, ale zdarzyła się pewna sytuacja i nie mogłyśmy przyjść wcześniej .
-Nie taki dobry, stało się coś strasznego!- odpowiedziała ze smutkiem pani Magda
***
Jak się podoba? Komentujcie! :)
Gdy usłyszałyśmy, że ktoś jest w domu spanikowałyśmy. Uciekłyśmy do pomieszczenia obok, była to sypialnia. Julka wślizgnęła się pod łóżko, a ja schowałam za drzwiami.
-Halo? Ktoś tu jest? -tajemniczy pan powtórzył pytanie
Siedziałyśmy cicho jak myszki, bardzo się bałyśmy. W pewnym momencie usłyszałyśmy kroki bardzo blisko nas, był w sypialni. Wstrzymałam oddech, miałam gorszą kryjówkę.
Nagle ten pan podszedł do szafki nocnej koło łóżka i zaczął tam grzebać. Wyjął trochę pieniędzy, jakiś stary, myślę że drogocenny wisiorek i pozłacaną klamrę. Zrozumiałam, że to był złodziej!
Natychmiast zaczęłam myśleć co tu zrobić, przecież on nie może tak sobie okraść pana Zbyszka i zwiać.
Poczekałam aż wyszedł z sypialni i zagadałam cicho do Julki
-Co robimy? To jest złodziej!
-Nie wiem, wymyśl coś szybko!
-Chyba jedyne co możemy zrobić to wybiec stąd i zawiadomić kogoś dorosłego!
-Dobra to chodź.
I poszłyśmy, czekałyśmy na odpowiedni moment i zaczęłyśmy biec w stronę wyjścia
-Julka! Pomocy! - złodziej złapał mnie za rękę i nie chciał puścić, na szczęście Julka zdecydowanym krokiem wyjęła kwiaty z doniczki, która stałą na szafce na buty tuż przy drzwiach i chlusnęła mu wodą prosto w twarz.
Udało nam się uciec, wbiegłyśmy do domu, jak oparzone, mama obudziła się i zbiegła na dół.
-Co się stało?!- zapytała przerażona
-Byłyśmy u pana Zbyszka, znaczy jego nie ma, w jego domu jest złodziej! Uciekłyśmy szybko! -opowiedziałam pokrótce historię, byłam bardzo zdyszana .
Mama wybiegła z domu i poszła po sąsiada pana Zbyszka, on zareagował i wygonił złodzieja.
Kiedy mama wróciła do domu nie była zadowolona.
-Co wy tam robiłyście w środku nocy?!
-No poszłyśmy na chwilę na dwór i zobaczyłyśmy, że ktoś się wkrada, przynajmniej ocaliłyśmy ten dom!
-To was nie usprawiedliwia! Marsz do pokoju i do spania!
Poszłyśmy szybko na górę, wciąż trzęsłyśmy się po tym incydencie.
-Jejku, nigdy więcej takich nocnych wypadów ! -powiedziałam i położyłam się, byłam mega śpiąca.
***
Następnego dnia wstałyśmy bardzo późno, o 14. Wciąż byłyśmy przestraszone cała sytuacją. I jeszcze mama była zła. Zeszłyśmy na śniadanie. Planowałyśmy wybrać się dzisiaj do stajni do 'naszych' koni (pani mówiła, że możemy je karmić, lonżować itd., więc to tak jakby były nasze)
-Mamo, idziemy za chwilę do koni. -oznajmiłam mamę
-Nie idziecie! Macie karę do końca przyszłego tygodnia!
-Co?! My ustaliłyśmy z panią ,że takie dwa konie będą jakby nasze na czas wakacji! Musimy się nimi zaopiekować!
-Trudno, trzeba było myśleć zanim zrobiłyście wczoraj taką głupotę!
-Jasne, dom dzięki nam nie został okradziony, a ty nam jeszcze kary dawaj !
Poszłyśmy na górę mocno tupiąc nogami po schodach.
-To co będziemy robić?- spytała Julka
-Nie wiem. Konie były jedynym ciekawym zajęciem na tej wsi.
-Chyba nie zamierzasz siedzieć tu do końca przyszłego tygodnia, pani będzie zła i nie będziemy mogły opiekować się już tymi końmi.
-Jasne, że nie zamierzam, jak tylko mama gdzieś pojedzie już nas tu nie będzie.
I tak też się stało, mama pojechała na zakupy, a my od razu wskoczyłyśmy w bryczesy i wyszłyśmy z domu.
***
-Dzień dobry!-przywitałam się z panią Magdą- przepraszamy, ze tak późno, ale zdarzyła się pewna sytuacja i nie mogłyśmy przyjść wcześniej .
-Nie taki dobry, stało się coś strasznego!- odpowiedziała ze smutkiem pani Magda
***
Jak się podoba? Komentujcie! :)
niedziela, 18 stycznia 2015
Zrób to sam! :) #4 Zabawka dla konia
Tak jak obiecałam jeszcze jeden post Zrób to sam! :)
Do zrobienia zabawki potrzeba:
*mocna linka np.żyłka syntetyczna
*jabłka
*marchew
*inne twarde owoce lub warzywa lubiane przez Wasze konie
Przygotowanie:
1.Zrób dziury na wylot na środku wybranych owoców i warzyw.
2.Nałóż je na linkę.
3.Na jednym z końców zrób potrójny (bądź większy) supeł, aby owoce się nie zsunęły
4.Drugi koniec linki pozostaw długi, aby linę można było przywiązać do sufitu, albo gałęzi drzewa.
5.Przywiąż linę.
ZABAWKA GOTOWA :):):)
Zalety posiadania takiej zabawki:
-szybko się ją robi
-nie potrzeba wiele rzeczy, a koń ma co robić w boksie bądź na pastwisku
-jest własnej roboty
Do zrobienia zabawki potrzeba:
*mocna linka np.żyłka syntetyczna
*jabłka
*marchew
*inne twarde owoce lub warzywa lubiane przez Wasze konie
Przygotowanie:
1.Zrób dziury na wylot na środku wybranych owoców i warzyw.
2.Nałóż je na linkę.
3.Na jednym z końców zrób potrójny (bądź większy) supeł, aby owoce się nie zsunęły
4.Drugi koniec linki pozostaw długi, aby linę można było przywiązać do sufitu, albo gałęzi drzewa.
5.Przywiąż linę.
ZABAWKA GOTOWA :):):)
Zalety posiadania takiej zabawki:
-szybko się ją robi
-nie potrzeba wiele rzeczy, a koń ma co robić w boksie bądź na pastwisku
-jest własnej roboty
Zrób to sam! :) #3 Zabawka dla psa
Hej, niestety dzisiaj nie dodam 6 rozdziału opowiadania, jutro będzie na pewno! :) a dzisiaj dodam Zrób to sam #3 i #4 :)
Do zrobienia zabawki dla psa potrzeba :
*materiał (jaki chcecie, np. dżins ,byle nie polar! , ja użyłam starej, zniszczonej bluzy)
*nożyczki
*sznurek
Przygotowanie:
1.Najpierw potnij swój materiał na 3 paski 3 cm na 25 cm, nie musi być idealnie równe (jeśli masz dużego psa mogą być grubsze i dłuższe paski, jeśli małego cieńsze i krótsze, ja robię rozmiar na średniego psiaka)
2.Przetnij sznurek na pół.
3.Wszystkie 3 paski zwiąż razem na jednym z końców.
4.Zrób warkocz.
5.Zwiąż zabawkę z drugiej strony.
ZABAWKA GOTOWA! :):):)
Zaletą zrobienia samemu takiej zabawki jest to, że:
-można ją wykonać bardzo szybko
Komentujcie! :):)
Do zrobienia zabawki dla psa potrzeba :
*materiał (jaki chcecie, np. dżins ,byle nie polar! , ja użyłam starej, zniszczonej bluzy)
*nożyczki
*sznurek
Przygotowanie:
1.Najpierw potnij swój materiał na 3 paski 3 cm na 25 cm, nie musi być idealnie równe (jeśli masz dużego psa mogą być grubsze i dłuższe paski, jeśli małego cieńsze i krótsze, ja robię rozmiar na średniego psiaka)
2.Przetnij sznurek na pół.
3.Wszystkie 3 paski zwiąż razem na jednym z końców.
4.Zrób warkocz.
5.Zwiąż zabawkę z drugiej strony.
ZABAWKA GOTOWA! :):):)
Zaletą zrobienia samemu takiej zabawki jest to, że:
-można ją wykonać bardzo szybko

sobota, 17 stycznia 2015
Zrób to sam! :) #2 Ciastka dla koni
Dzisiaj jeszcze jedno zrób to sam! Mam nadzieję, że skorzystacie :)
Do przygotowania ciastek potrzeba:
*1 szklankę otrębów
*1 szklankę mąki
*0,5 szklanki startej marchwi
*0,5 szklanki startego jabłka
*1/4 szklanki wody
*1/2 łyżeczki soli
*2 łyżki oleju
*3 łyżki cukru
(można również nie używać i jabłka i marchewki tylko dać 1 szklankę albo tego albo tego )
Przygotowanie:
1.Nastaw piekarnik na 200 stopni C.
2.Włóż do miski wszystkie składniki i delikatnie (!) je wymieszaj. (w razie, gdy ciasto będzie zbyt gęste dodaj wody, a gdy będzie za rzadkie dodaj mąki)
3.Z ciasta uformuj malutkie ciasteczka.
4.Na blaszce rozłóż papier do pieczenia.
5.Ułóż ciastka na blaszce (ciastka nie urosną, więc możesz jedno obok drugiego)
6.Po ok .15-20 minutach ciastka będą gotowe, muszą być twarde i lekko brązowe!
CIASTECZKA GOTOWE! :):):)
Zaletą robienia tych ciasteczek jest to, że :
-wychodzi taniej
-szybko się je robi
-są własnej roboty
-możesz zrobić taki kształt i wielkość jaką chcesz

Zapraszam na kolejne posty!! Obserwujcie i komentujcie! :):)
Do przygotowania ciastek potrzeba:
*1 szklankę otrębów
*1 szklankę mąki
*0,5 szklanki startej marchwi
*0,5 szklanki startego jabłka
*1/4 szklanki wody
*1/2 łyżeczki soli
*2 łyżki oleju
*3 łyżki cukru
(można również nie używać i jabłka i marchewki tylko dać 1 szklankę albo tego albo tego )
Przygotowanie:
1.Nastaw piekarnik na 200 stopni C.
2.Włóż do miski wszystkie składniki i delikatnie (!) je wymieszaj. (w razie, gdy ciasto będzie zbyt gęste dodaj wody, a gdy będzie za rzadkie dodaj mąki)
3.Z ciasta uformuj malutkie ciasteczka.
4.Na blaszce rozłóż papier do pieczenia.
5.Ułóż ciastka na blaszce (ciastka nie urosną, więc możesz jedno obok drugiego)
6.Po ok .15-20 minutach ciastka będą gotowe, muszą być twarde i lekko brązowe!
CIASTECZKA GOTOWE! :):):)
Zaletą robienia tych ciasteczek jest to, że :
-wychodzi taniej
-szybko się je robi
-są własnej roboty
-możesz zrobić taki kształt i wielkość jaką chcesz

Zapraszam na kolejne posty!! Obserwujcie i komentujcie! :):)
Zrób to sam! :) #1 Owijki dla koni
Tak jak obiecałam robię : Zrób to sam! Dzisiaj napiszę jak zrobić owijki dla koni. Zapraszam ! :):)
Do zrobienia owijek potrzeba :
*polar 3m na 40 cm kolor jaki chcecie :)
*rzep
*nożyczki
*igła
*nitka
Przygotowanie:
1.Najpierw wytnij 4 paski polaru 3 metry na 10 cm
2.Na końcu każdej owijki zegnij rogi i przyszyj rzep.
3.Drugi kawałek rzepu przyszyj tak, aby koniec się do niego przyczepił, czyli po zwinięciu owijek przyszyj rzep w miejscu, gdzie końcówka styka się z materiałem.
OWIJKI GOTOWE! :):):)
Zaletą robienia samemu owijek jest to, że:
-ma się satysfakcję, że koń biega w owijkach zrobionych przez Ciebie :)
Do zrobienia owijek potrzeba :
*polar 3m na 40 cm kolor jaki chcecie :)
*rzep
*nożyczki
*igła
*nitka
Przygotowanie:
1.Najpierw wytnij 4 paski polaru 3 metry na 10 cm
2.Na końcu każdej owijki zegnij rogi i przyszyj rzep.
3.Drugi kawałek rzepu przyszyj tak, aby koniec się do niego przyczepił, czyli po zwinięciu owijek przyszyj rzep w miejscu, gdzie końcówka styka się z materiałem.
OWIJKI GOTOWE! :):):)
Zaletą robienia samemu owijek jest to, że:
-ma się satysfakcję, że koń biega w owijkach zrobionych przez Ciebie :)
Opowiadanie!! Rozdział 5 :)
Przepraszam, że nic nie dodałam ani wczoraj ani w czwartek, ale nie miałam czasu :( za to dzisiaj napiszę dłuuugi rozdział 5 i zrobię kilka nowych postów : Zrób to sam! :)
***
Cykoria cwałowała po padoku, w pewnej chwili skręciła bardzo szybko i Patryk z niej spadł.
-Patryk! Nic ci nie jest?! - spanikowana Julka pobiegła do Patryka
-Nie. Zostaw mnie.
-O co ci chodzi?
-Jeszcze się nie domyślacie? Super.
-No powiedz.- prosiła Julka, ale Patryk wstał, wsiadł na konia i zaczął jeździć.
-Coś mu się stało?- spytałam przyjaciółkę, jak do mnie podeszła.
-Nic mu nie jest widzisz, że już jeździ, ale jest na nas obrażony i jak zapytałam dlaczego, powiedział : Jeszcze się nie domyślacie? Super. Wiesz może o co mu chodzi?
-Nie mam pojęcia. Wracajmy do domu, mam dosyć.
-Ja też. Chodźmy.
-Julka! Może póki mamy nie ma w domu zobaczymy tą szkatułkę? - spytałam jak dotarłyśmy do domu.
-Okej. Chodź.
Poszłyśmy do szopy i przeraziłyśmy się.
-Drzwi są rozwalone! Nie ma szkatułki! Ktoś ją wziął! Może moja mama? Albo ktoś inny.
-Nie wiem, chodź poszukajmy jakiś śladów.
Po długim przeszukiwaniu szopy nic nie znalazłyśmy.
-O nie! I co teraz? Skoro ktoś to wziął była cenna.
-Może to był mój sąsiad? Chodźmy do niego!
-Co ty? Chcesz tak po prostu przyjść i powiedzieć: Dzień dobry! Nie ukradł nam pan szkatułki? I myślisz, że prawdę powie? Musimy się dostać do jego domu jak gdzieś pojedzie.
-To zobaczmy czy teraz jest w domu.
Poszłyśmy do niego i zadzwoniłyśmy do drzwi. Niestety był w domu.
-Dzień dobry !- przywitałam miło staruszka.
-Zależy dla kogo dobry. - odpowiedział- Czego tu szukacie?
-Piłka nam wpadła na pana podwórko, możemy po nią wejść? - zmyśliłam
-Dobra, ale szybko.
Poszłyśmy na jego podwórze, postałyśmy tam chwilę i wróciłyśmy.
-Nie ma jej, może wydawało mi się, że tu wleciała, no nic. To do widzenia!
-Do widzenia.
***
-Był strasznie nie miły, podejrzane.
-Noo, a na dodatek ta łopata, która leżała na jego trawniku, mógł nią rozwalić drzwi szopy.
-Będziemy go obserwować, mam rolnetkę, a jak gdzieś wyjdzie to wejdziemy do jego domu.
O 16:00 miałyśmy jazdę, więc ubrałyśmy bryczesy i ponownie zawitałyśmy w stajni. Patryka już nie było.
Jeździłyśmy, tym razem nie było żadnych upadków, po skończonym treningu pani Magda pozwoliła żebyśmy wzięły konie, na których jeździłyśmy na lonże. O 18:00 po godzinnej jeździe i lonżowaniu ponownie wyczyściłyśmy konie i nakarmiłyśmy je. Pani powiedziała, że jak chcemy możemy przez wakacje opiekować się tymi końmi jakby były nasze. Ucieszyłyśmy się niezmiernie i oczywiście zgodziłyśmy. Miałyśmy te same konie co na pierwszej lekcji, czyli ja Migdała, a Julka Malagę.
-To do jutra! - wracając w stronę domu krzyknęłyśmy równocześnie do instruktorki.
-Do zobaczenia! - odpowiedziała nam
Jak wróciłyśmy do domu było jeszcze jasno. O tej porze roku ciemno robi się po 21:00. Spojrzałyśmy przez okno czy sąsiad jest w domu i ku naszej radości nie było go! Tylko jak nie wrócimy przed 20:00 mama wróci z pracy i będzie nas szukać.
-To co robimy? Idziemy czy lepiej nie ryzykować ? - zapytała Julka
-Myślę, że będzie jeszcze szansa, a pomyśl sobie co by było jakby mama znalazła nas u sąsiada podczas jego nieobecności. To by była masakra! Ale możemy obadać czy wróci na noc, bo jak nie to wymkniemy się jak mama zaśnie.
Dowiedziałyśmy się od sąsiada, że pan Zbyszek wyjechał i wróci jutro rano. Miał jakąś ważną sprawę do załatwienia, chodziło o jakiś skarb. Od razu domyśliłyśmy się, że pojechał ze szkatułką!
-W sumie jak faktycznie pojechał ze szkatułką to po co mamy iść do jego domu?
-No bo przecież nie wiemy czy na pewno on ją wziął, może w domu znajdziemy jakieś zapiski, albo coś.
Położyłyśmy się do łóżka i czekałyśmy aż mama zaśnie. Kiedy miałyśmy pewność, że śpi wyszłyśmy cicho z pokoju i zeszłyśmy po trzeszczących schodach.
-Dziewczynki co robicie? - mama niestety się obudziła.
-Przyszłyśmy się napić.- krzyknęłam z dołu.
-Dobrze, dobranoc.
-Uff, jakoś się udało, poczekajmy z 5 minut, żeby nie słyszała jak wychodzimy. -szepnęłam do Julki
Po 5 minutach wyszłyśmy cicho z domu. Nie było nam zimno, mimo, że byłyśmy w piżamach, latem noce też są ciepłe.
-Jak wejdziemy do środka? - zapytałam Julkę, jak byłyśmy pod domem sąsiada
-Widziałam wczoraj jak chował klucz w tej doniczce. - wskazała na ogromną donice stojącą obok drzwi.
-No to zobacz czy tam jest.
Na szczęście w doniczce był klucz.
-Dobra to wejdźmy i się pośpieszmy .
Szukałyśmy w domu jakichkolwiek wskazówek .
-Patrz, tu jest jego kalendarz, może tu znajdziemy coś ciekawego. - podniosłam ze stołu kalendarz i przejrzałam parę dni wstecz. W kalendarzu każdy dzień opisany był bardzo szczegółowo, jak w dzienniku/pamiętniku.
-Dwie dziewczyny otworzyły szopę, do której dawno nikt nie zaglądał ; Muszę to mieć! ; Tak! Mam to i wyjeżdżam, jutro wrócę. - przeczytałam sobie kilka notatek pod nosem, a potem pokazałam Julce.
-Ej, on chyba to ukradł. Co teraz zrobimy?
-Hej! Kto tam jest?! - usłyszałyśmy krok i słowa wymawiane grubym, męskim głosem .
***
Mam nadzieję, ze się podoba! Teraz nie będę już robić takich zaległości :) Komentujcie :):)
***
Cykoria cwałowała po padoku, w pewnej chwili skręciła bardzo szybko i Patryk z niej spadł.
-Patryk! Nic ci nie jest?! - spanikowana Julka pobiegła do Patryka
-Nie. Zostaw mnie.
-O co ci chodzi?
-Jeszcze się nie domyślacie? Super.
-No powiedz.- prosiła Julka, ale Patryk wstał, wsiadł na konia i zaczął jeździć.
-Coś mu się stało?- spytałam przyjaciółkę, jak do mnie podeszła.
-Nic mu nie jest widzisz, że już jeździ, ale jest na nas obrażony i jak zapytałam dlaczego, powiedział : Jeszcze się nie domyślacie? Super. Wiesz może o co mu chodzi?
-Nie mam pojęcia. Wracajmy do domu, mam dosyć.
-Ja też. Chodźmy.
-Julka! Może póki mamy nie ma w domu zobaczymy tą szkatułkę? - spytałam jak dotarłyśmy do domu.
-Okej. Chodź.
Poszłyśmy do szopy i przeraziłyśmy się.
-Drzwi są rozwalone! Nie ma szkatułki! Ktoś ją wziął! Może moja mama? Albo ktoś inny.
-Nie wiem, chodź poszukajmy jakiś śladów.
Po długim przeszukiwaniu szopy nic nie znalazłyśmy.
-O nie! I co teraz? Skoro ktoś to wziął była cenna.
-Może to był mój sąsiad? Chodźmy do niego!
-Co ty? Chcesz tak po prostu przyjść i powiedzieć: Dzień dobry! Nie ukradł nam pan szkatułki? I myślisz, że prawdę powie? Musimy się dostać do jego domu jak gdzieś pojedzie.
-To zobaczmy czy teraz jest w domu.
Poszłyśmy do niego i zadzwoniłyśmy do drzwi. Niestety był w domu.
-Dzień dobry !- przywitałam miło staruszka.
-Zależy dla kogo dobry. - odpowiedział- Czego tu szukacie?
-Piłka nam wpadła na pana podwórko, możemy po nią wejść? - zmyśliłam
-Dobra, ale szybko.
Poszłyśmy na jego podwórze, postałyśmy tam chwilę i wróciłyśmy.
-Nie ma jej, może wydawało mi się, że tu wleciała, no nic. To do widzenia!
-Do widzenia.
***
-Był strasznie nie miły, podejrzane.
-Noo, a na dodatek ta łopata, która leżała na jego trawniku, mógł nią rozwalić drzwi szopy.
-Będziemy go obserwować, mam rolnetkę, a jak gdzieś wyjdzie to wejdziemy do jego domu.
O 16:00 miałyśmy jazdę, więc ubrałyśmy bryczesy i ponownie zawitałyśmy w stajni. Patryka już nie było.
Jeździłyśmy, tym razem nie było żadnych upadków, po skończonym treningu pani Magda pozwoliła żebyśmy wzięły konie, na których jeździłyśmy na lonże. O 18:00 po godzinnej jeździe i lonżowaniu ponownie wyczyściłyśmy konie i nakarmiłyśmy je. Pani powiedziała, że jak chcemy możemy przez wakacje opiekować się tymi końmi jakby były nasze. Ucieszyłyśmy się niezmiernie i oczywiście zgodziłyśmy. Miałyśmy te same konie co na pierwszej lekcji, czyli ja Migdała, a Julka Malagę.
-To do jutra! - wracając w stronę domu krzyknęłyśmy równocześnie do instruktorki.
-Do zobaczenia! - odpowiedziała nam
Jak wróciłyśmy do domu było jeszcze jasno. O tej porze roku ciemno robi się po 21:00. Spojrzałyśmy przez okno czy sąsiad jest w domu i ku naszej radości nie było go! Tylko jak nie wrócimy przed 20:00 mama wróci z pracy i będzie nas szukać.
-To co robimy? Idziemy czy lepiej nie ryzykować ? - zapytała Julka
-Myślę, że będzie jeszcze szansa, a pomyśl sobie co by było jakby mama znalazła nas u sąsiada podczas jego nieobecności. To by była masakra! Ale możemy obadać czy wróci na noc, bo jak nie to wymkniemy się jak mama zaśnie.
Dowiedziałyśmy się od sąsiada, że pan Zbyszek wyjechał i wróci jutro rano. Miał jakąś ważną sprawę do załatwienia, chodziło o jakiś skarb. Od razu domyśliłyśmy się, że pojechał ze szkatułką!
-W sumie jak faktycznie pojechał ze szkatułką to po co mamy iść do jego domu?
-No bo przecież nie wiemy czy na pewno on ją wziął, może w domu znajdziemy jakieś zapiski, albo coś.
Położyłyśmy się do łóżka i czekałyśmy aż mama zaśnie. Kiedy miałyśmy pewność, że śpi wyszłyśmy cicho z pokoju i zeszłyśmy po trzeszczących schodach.
-Dziewczynki co robicie? - mama niestety się obudziła.
-Przyszłyśmy się napić.- krzyknęłam z dołu.
-Dobrze, dobranoc.
-Uff, jakoś się udało, poczekajmy z 5 minut, żeby nie słyszała jak wychodzimy. -szepnęłam do Julki
Po 5 minutach wyszłyśmy cicho z domu. Nie było nam zimno, mimo, że byłyśmy w piżamach, latem noce też są ciepłe.
-Jak wejdziemy do środka? - zapytałam Julkę, jak byłyśmy pod domem sąsiada
-Widziałam wczoraj jak chował klucz w tej doniczce. - wskazała na ogromną donice stojącą obok drzwi.
-No to zobacz czy tam jest.
Na szczęście w doniczce był klucz.
-Dobra to wejdźmy i się pośpieszmy .
Szukałyśmy w domu jakichkolwiek wskazówek .
-Patrz, tu jest jego kalendarz, może tu znajdziemy coś ciekawego. - podniosłam ze stołu kalendarz i przejrzałam parę dni wstecz. W kalendarzu każdy dzień opisany był bardzo szczegółowo, jak w dzienniku/pamiętniku.
-Dwie dziewczyny otworzyły szopę, do której dawno nikt nie zaglądał ; Muszę to mieć! ; Tak! Mam to i wyjeżdżam, jutro wrócę. - przeczytałam sobie kilka notatek pod nosem, a potem pokazałam Julce.
-Ej, on chyba to ukradł. Co teraz zrobimy?
-Hej! Kto tam jest?! - usłyszałyśmy krok i słowa wymawiane grubym, męskim głosem .
***
Mam nadzieję, ze się podoba! Teraz nie będę już robić takich zaległości :) Komentujcie :):)
środa, 14 stycznia 2015
Opowiadanie!! Rozdział 4 :)
Po powrocie z koni umyłyśmy się i zjadłyśmy. Potem postanowiłyśmy trochę pooglądać dom, bo w największych zakątkach jeszcze nie byłam. Porozglądałyśmy się trochę, pograłyśmy w planszówki i tak zrobił się wieczór. Zjadłyśmy kolację i zasnęłyśmy bardzo wcześnie.
Następnego dnia po śniadaniu musiałyśmy posadzić w ogrodzie kilka rodzajów warzyw. Mama nas poprosiła. Poszłyśmy do szopy, do której jeszcze nie zaglądałam od czasu przeprowadzki.
-Otwórz drzwi.- powiedziałam Julce.
-Nie da się. Są zakluczone.
-Chodź do mojej mamy, może ona ma klucz.
-Mamo! Masz klucz do szopy? Chciałyśmy wziąć łopaty, ale drzwi są zamknięte.
-Wczoraj znalazłam jakiś pęk kluczy za drzwiami wejściowymi, sprawdźcie czy któryś z nich pasuje.
-Żaden nie pasuje!- powiedziała Julka po sprawdzeniu 15 kluczy.
-Hmm... wiem ! Nie sprawdziłyśmy jeszcze jednego klucza! Zaraz wrócę. -powiedziałam Julce i pobiegłam do pokoju po klucz, który znalazłam pierwszego dnia. -Jestem. Patrz, chodziło mi o ten klucz!
-Faktycznie, tylko on jeden został, oto chwila prawdy.
-Tak! Pasuje! Czyli pod dywanem znalazłam klucz od szopy?- spytałam przyjaciółkę chichocząc.
-Najwyraźniej!- odpowiedziała Julka śmiejąc się.
-Wejdźmy do środka.
Wewnątrz szopy było ciemno, widać dawno nikt tu nie zaglądał, okna pokryte były centymetrową warstwą kurzu, dlatego nie było światła. Otworzyłam drzwi jak najszerzej, żeby światło wpadło do pomieszczenia, w którym się znajdowałyśmy. Zrobiło się jaśniej. To co zobaczyłyśmy zaskoczyło nas bardzo. W szopie były grabie, łopaty, wiadra, ale również jakaś szkatułka na kłódkę. Była ona bardzo stara, zabrudzona, ale żelazna, ciężka do otwarcia.
-Julka, otwieramy?
-Tak.
-Dzień dobry - ktoś stanął w drzwiach i 'zabrał' nam światło, był to mój sąsiad, ten u którego rozmawiałam przez telefon z Julką.
-Dzień dobry- zerwałyśmy się z Julią i stanęłyśmy tak by nie widział szkatułki
-Dawno nikogo tu nie było.
-Przyszłyśmy tylko po łopaty i idziemy.
-Aha, ja też idę, tylko na chwile zajrzałem, do widzenia.
-Do widzenia.
-To był ten pan, u którego gadałam z tobą przez telefon.- oznajmiłam Julce- Nie ma klucza do tej szkatułki. Może potem go znajdziemy, teraz chodź do ogrodu zrobić to co musimy.
Po posadzeniu wszystkich roślin poszłyśmy do domu na obiad.
-Julka! Klucz na strych może być w tym pęku kluczy, który leżał za drzwiami.
-Faktycznie, jedz szybko pójdziemy to sprawdzić!
Zjadłyśmy bardzo szybko, potem pobiegłam po klucze, które zostawiłam w szopie i poszłyśmy na górę.
Sprawdziłyśmy już 13 kluczy, zostały dwa.
-Ten nie pasuje. - oznajmiłam Julce
-A drugi?
-Ten pasuje! Tak!
Byłyśmy takie szczęśliwe! Weszłyśmy na strych. Cały był w pajęczynach, okropny! Zaczęłyśmy wszystko oglądać, było tam tyle ciekawych rzeczy!
Natknęłam się na dziennik, jakiejś osoby, był bardzo stary i zakurzony. Otworzyłam go i przeczytałam Bob Hilengstom , 1865 r.
-Julka! Tu jest dziennik jakiegoś pana z 1865 roku!- zawołałam Julkę, która właśnie oglądała karton z pluszakami.
-Zaraz przyjdę.
Podniosłam z ziemi kawałek gazety, już nie było widać dokładnie co jest na niej, była czarno-biała.
- Tu jest jakiś człowiek z pięknym koniem, trzyma puchar i jest podpis: Bob Hilengstom, zdobył kolejną nagrodę.- ledwo to przeczytałam, wszystko było rozmazane. - Tu mieszkał niejaki Bob Hilengston.
Oglądałyśmy strych jeszcze przez kilka godzin, o 21 zeszłyśmy na kolację.
-Co robiłyście? -spytała mama jak zeszłyśmy na dół
-Nic. Siedziałyśmy w pokoju.- nie chciałam mówić jej prawdy, bo zaraz zaczęłaby nas przesłuchiwać i pytać co znalazłyśmy, po co poszłyśmy itp.
Po kolacji poszłyśmy się umyć i zasnęłyśmy bardzo szybko.
***
Następnego dnia z samego rana poszłyśmy do koni, 3 minuty drogi to nic strasznego, a konie zawsze miło odwiedzić.
-Patrz! Tam jest Patryk! - oznajmiła mnie Julka
-Widzę przecież.
-Patryk! Cześć!- moja przyjaciółka krzyknęła do Patryka na powitanie, on jednak spojrzał tylko w naszą stronę i nic nie odpowiadając poszedł do siodlarni.
-Co go ugryzło? Wstał lewą nogą? - zapytała mnie Julka
-Nie wiem. Chodź do niego to się dowiemy. - powędrowałyśmy w stronę siodlarni
-Hej Patryk, coś się stało? - spytałam, jednak on znowu nic nie powiedział i poszedł do konia na którym miał zaraz jeździć.
-Nie wiem co mu jest, chodź za nim.- jednak zanim go dogoniłyśmy on wziął wcześniej osiodłanego konia i już na nim siedział na ujeżdżalni. Był bardzo zły, miał przerażającą minę. Z nerwów uderzył Cykorię (na której jeździł) mocno batem (bo ta niby nie chciała zakłusować), a ona pociągnęła go mocno za wodzę i zaczęła cwałować po całym padoku.
***
Mam nadzieję, że się podoba :D Piszcie komentarze do dalszej motywacji ! :)
Następnego dnia po śniadaniu musiałyśmy posadzić w ogrodzie kilka rodzajów warzyw. Mama nas poprosiła. Poszłyśmy do szopy, do której jeszcze nie zaglądałam od czasu przeprowadzki.
-Otwórz drzwi.- powiedziałam Julce.
-Nie da się. Są zakluczone.
-Chodź do mojej mamy, może ona ma klucz.
-Mamo! Masz klucz do szopy? Chciałyśmy wziąć łopaty, ale drzwi są zamknięte.
-Wczoraj znalazłam jakiś pęk kluczy za drzwiami wejściowymi, sprawdźcie czy któryś z nich pasuje.
-Żaden nie pasuje!- powiedziała Julka po sprawdzeniu 15 kluczy.
-Hmm... wiem ! Nie sprawdziłyśmy jeszcze jednego klucza! Zaraz wrócę. -powiedziałam Julce i pobiegłam do pokoju po klucz, który znalazłam pierwszego dnia. -Jestem. Patrz, chodziło mi o ten klucz!
-Faktycznie, tylko on jeden został, oto chwila prawdy.
-Tak! Pasuje! Czyli pod dywanem znalazłam klucz od szopy?- spytałam przyjaciółkę chichocząc.
-Najwyraźniej!- odpowiedziała Julka śmiejąc się.
-Wejdźmy do środka.
Wewnątrz szopy było ciemno, widać dawno nikt tu nie zaglądał, okna pokryte były centymetrową warstwą kurzu, dlatego nie było światła. Otworzyłam drzwi jak najszerzej, żeby światło wpadło do pomieszczenia, w którym się znajdowałyśmy. Zrobiło się jaśniej. To co zobaczyłyśmy zaskoczyło nas bardzo. W szopie były grabie, łopaty, wiadra, ale również jakaś szkatułka na kłódkę. Była ona bardzo stara, zabrudzona, ale żelazna, ciężka do otwarcia.
-Julka, otwieramy?
-Tak.
-Dzień dobry - ktoś stanął w drzwiach i 'zabrał' nam światło, był to mój sąsiad, ten u którego rozmawiałam przez telefon z Julką.
-Dzień dobry- zerwałyśmy się z Julią i stanęłyśmy tak by nie widział szkatułki
-Dawno nikogo tu nie było.
-Przyszłyśmy tylko po łopaty i idziemy.
-Aha, ja też idę, tylko na chwile zajrzałem, do widzenia.
-Do widzenia.
-To był ten pan, u którego gadałam z tobą przez telefon.- oznajmiłam Julce- Nie ma klucza do tej szkatułki. Może potem go znajdziemy, teraz chodź do ogrodu zrobić to co musimy.
Po posadzeniu wszystkich roślin poszłyśmy do domu na obiad.
-Julka! Klucz na strych może być w tym pęku kluczy, który leżał za drzwiami.
-Faktycznie, jedz szybko pójdziemy to sprawdzić!
Zjadłyśmy bardzo szybko, potem pobiegłam po klucze, które zostawiłam w szopie i poszłyśmy na górę.
Sprawdziłyśmy już 13 kluczy, zostały dwa.
-Ten nie pasuje. - oznajmiłam Julce
-A drugi?
-Ten pasuje! Tak!
Byłyśmy takie szczęśliwe! Weszłyśmy na strych. Cały był w pajęczynach, okropny! Zaczęłyśmy wszystko oglądać, było tam tyle ciekawych rzeczy!
Natknęłam się na dziennik, jakiejś osoby, był bardzo stary i zakurzony. Otworzyłam go i przeczytałam Bob Hilengstom , 1865 r.
-Julka! Tu jest dziennik jakiegoś pana z 1865 roku!- zawołałam Julkę, która właśnie oglądała karton z pluszakami.
-Zaraz przyjdę.
Podniosłam z ziemi kawałek gazety, już nie było widać dokładnie co jest na niej, była czarno-biała.
- Tu jest jakiś człowiek z pięknym koniem, trzyma puchar i jest podpis: Bob Hilengstom, zdobył kolejną nagrodę.- ledwo to przeczytałam, wszystko było rozmazane. - Tu mieszkał niejaki Bob Hilengston.
Oglądałyśmy strych jeszcze przez kilka godzin, o 21 zeszłyśmy na kolację.
-Co robiłyście? -spytała mama jak zeszłyśmy na dół
-Nic. Siedziałyśmy w pokoju.- nie chciałam mówić jej prawdy, bo zaraz zaczęłaby nas przesłuchiwać i pytać co znalazłyśmy, po co poszłyśmy itp.
Po kolacji poszłyśmy się umyć i zasnęłyśmy bardzo szybko.
***
Następnego dnia z samego rana poszłyśmy do koni, 3 minuty drogi to nic strasznego, a konie zawsze miło odwiedzić.
-Patrz! Tam jest Patryk! - oznajmiła mnie Julka
-Widzę przecież.
-Patryk! Cześć!- moja przyjaciółka krzyknęła do Patryka na powitanie, on jednak spojrzał tylko w naszą stronę i nic nie odpowiadając poszedł do siodlarni.
-Co go ugryzło? Wstał lewą nogą? - zapytała mnie Julka
-Nie wiem. Chodź do niego to się dowiemy. - powędrowałyśmy w stronę siodlarni
-Hej Patryk, coś się stało? - spytałam, jednak on znowu nic nie powiedział i poszedł do konia na którym miał zaraz jeździć.
-Nie wiem co mu jest, chodź za nim.- jednak zanim go dogoniłyśmy on wziął wcześniej osiodłanego konia i już na nim siedział na ujeżdżalni. Był bardzo zły, miał przerażającą minę. Z nerwów uderzył Cykorię (na której jeździł) mocno batem (bo ta niby nie chciała zakłusować), a ona pociągnęła go mocno za wodzę i zaczęła cwałować po całym padoku.
***
Mam nadzieję, że się podoba :D Piszcie komentarze do dalszej motywacji ! :)
wtorek, 13 stycznia 2015
Opowiadanie!! Rozdział 3 :)
Następnego dnia zerwałyśmy się z Julką z łóżka skoro świt.
Chciałyśmy wykorzystać cały dzień.
-Idziemy na śniadanie ? Spytałam cicho Julkę.
-No chodź.
Starałyśmy się schodzić cicho (mimo ,że schody trzeszczą) żeby nie obudzić mamy. Była 8 rano.
-Idziemy na śniadanie ? Spytałam cicho Julkę.
-No chodź.
Starałyśmy się schodzić cicho (mimo ,że schody trzeszczą) żeby nie obudzić mamy. Była 8 rano.
-Na co masz ochotę? –zapytałam Julkę
-A co masz?
-No dobra. To ja chcę… hmm… chleb z dżemem truskawkowym i
kakao
-Okej, ja wezmę to samo.
Robiąc śniadanie narobiłyśmy szumu i mama obudziła się , ubrała
i na dół zeszła o 9:00 .
-Co jadłyście na śniadanie? - spytała
-Chleb z dżemem i kakao. - odpowiedziałam mamie i wróciłam do gry w karty z Julką.
O 09:40 mama wyjechała z domu do pracy ,a my zaczęłyśmy się szykować na konie! Wczoraj nic nam nie mówiąc , mama Julki z moją mamą poszły do tej stajni za polem ,,Spartan & Hera'' i zapisały nas na 10:30 na jazdę ! Jak się dowiedziałyśmy nie mogłyśmy pozbierać się z radości!
-Julka jesteś gotowa?
-Poczekaj wezmę jeszcze tylko mój toczek z parapetu.
Kiedy Julka podniosła kask , na ziemię spadł klucz.
-Zapomniałyśmy o kluczu! Chodź sprawdzimy czy pasuje do drzwi od strychu, jestem mega ciekawa co tam jest i jak tam wygląda.
Lada chwila wybiegłyśmy z pokoju i poszłyśmy na górę.
-Spróbuj jeszcze w tą stronę.
-Nie pasuje. - usiłowałam otworzyć drzwi ,ale okazało się ,że klucz w żaden sposób nie pasuje do zamka . -To nie jest klucz na strych.
-To do czego ?
-Nie wiem. Chodź bo się spóźnimy na konie.
O 10:10 zaszłyśmy do stajni.
-Dzień dobry pani Magdo ! -Powitałam poznaną wczoraj instruktorkę
-O cześć! Nareszcie jesteście. A Ty jak masz na imię ?
-Julka.
-Dobra to Ty Karolina weź sobie Migdała, a Julka Malagę .
-Dobrze, w siodlarni są uwiązy i szczotki ?
-Tak.
Wzięłyśmy z siodlarni to co było potrzebne i poszłyśmy po konie.
Ja czyściłam potężnego 7 letniego Migdała , konia rasy fryzyjskiej ze wspaniałymi 'szczotami' na nogach i bujną grzywą . Julka miała jeździć na Maladze , 4 letniej siwej klaczy lipiciańskiej .
Po wyczyszczeniu koni osiodłałyśmy je i zaczęłyśmy jazdę. Obie z Julką już skaczemy przez 110 centymetrowe przeszkody.
-Karolina teraz stępuj w środku ,a Ty Julka poskaczesz. -Powiedziała pani Magda po moim galopie.
Oczywiście pierwsza jazda nie mogła skończyć się dobrze?! Po pierwszej próbie skoku Julka spadła, bo Malaga zatrzymała się tuż przed przeszkodą.
-Julka! Julka nic Ci nie jest? - Zeszłam z Migdała i pomogłam wstać Julce, w tym czasie pani Magda goniła Malage po całej ujeżdżalni.
-Auu, bolą mnie plecy .
-O nie! No trudno to po jeździe.
-Nic Ci nie jest Julia? -Spytała instruktorka. - Zapomniałam Cię uprzedzić ,że ona często tak robi.
-Nic mi nie będzie ,tylko plecy trochę mnie bolą, ale dam radę . Kiedy następna lekcja?
-Dopiero spadłaś z konia i już chcesz jeździć? Nie wiem jak chcecie możecie przyjść jutro.-odparła z uśmiechem pani Magda.
-Dobrze , bardzo chętnie.
Wzięłyśmy z Julką konie i odprowadziłyśmy je do boksów. Potem poszłyśmy do siodlarni żeby wziąć nasze rzeczy. Kierowałyśmy się w stronę domu, gdy usłyszałyśmy głos za plecami :
-Cześć!
Za nami stał chłopak o ciemnych, krótkich włosach i niebieskich oczach. Był dość wysoki, wyższy ode mnie, chyba w moim wieku. Był ubrany w bryczesy i sztyblety.
-Hej.
-Jestem Patryk. Nigdy jeszcze was tu nie widziałem. Ty dzisiaj spadłaś z Malagi, prawda? Niezła z niej złośnica.
-Teraz już to wiem. Ja mam na imię Julka.
-A ja jestem Karolina. Przepraszam musimy już iść jutro przyjdziemy do stajni , też będziesz?
-Tak.
-To do jutra , do jutra!
-Cześć!
***
-Czemu to zrobiłaś ? - spytała Julka jak wróciłyśmy do domu .
-Co?
-No powiedziałaś temu przystojniakowi, że musimy iść !
-No bo nie miałam ochoty gadać, wolałam wrócić do domu po tym twoim upadku, przestraszyłam się, że coś sobie zrobiłaś.
-Aha, ale wszystko jest dobrze.
-Jutro się z nim zobaczymy, a co Ty tak bardzo chciałaś z nim rozmawiać? Spodobał Ci się?
***
Jak się podoba ? Piszcie w komentarzach :):) i czekajcie na kolejną część! :)
-Co jadłyście na śniadanie? - spytała
-Chleb z dżemem i kakao. - odpowiedziałam mamie i wróciłam do gry w karty z Julką.
O 09:40 mama wyjechała z domu do pracy ,a my zaczęłyśmy się szykować na konie! Wczoraj nic nam nie mówiąc , mama Julki z moją mamą poszły do tej stajni za polem ,,Spartan & Hera'' i zapisały nas na 10:30 na jazdę ! Jak się dowiedziałyśmy nie mogłyśmy pozbierać się z radości!
-Julka jesteś gotowa?
-Poczekaj wezmę jeszcze tylko mój toczek z parapetu.
Kiedy Julka podniosła kask , na ziemię spadł klucz.
-Zapomniałyśmy o kluczu! Chodź sprawdzimy czy pasuje do drzwi od strychu, jestem mega ciekawa co tam jest i jak tam wygląda.
Lada chwila wybiegłyśmy z pokoju i poszłyśmy na górę.
-Spróbuj jeszcze w tą stronę.
-Nie pasuje. - usiłowałam otworzyć drzwi ,ale okazało się ,że klucz w żaden sposób nie pasuje do zamka . -To nie jest klucz na strych.
-To do czego ?
-Nie wiem. Chodź bo się spóźnimy na konie.
O 10:10 zaszłyśmy do stajni.
-Dzień dobry pani Magdo ! -Powitałam poznaną wczoraj instruktorkę
-O cześć! Nareszcie jesteście. A Ty jak masz na imię ?
-Julka.
-Dobra to Ty Karolina weź sobie Migdała, a Julka Malagę .
-Dobrze, w siodlarni są uwiązy i szczotki ?
-Tak.
Wzięłyśmy z siodlarni to co było potrzebne i poszłyśmy po konie.
Ja czyściłam potężnego 7 letniego Migdała , konia rasy fryzyjskiej ze wspaniałymi 'szczotami' na nogach i bujną grzywą . Julka miała jeździć na Maladze , 4 letniej siwej klaczy lipiciańskiej .
Po wyczyszczeniu koni osiodłałyśmy je i zaczęłyśmy jazdę. Obie z Julką już skaczemy przez 110 centymetrowe przeszkody.
-Karolina teraz stępuj w środku ,a Ty Julka poskaczesz. -Powiedziała pani Magda po moim galopie.
Oczywiście pierwsza jazda nie mogła skończyć się dobrze?! Po pierwszej próbie skoku Julka spadła, bo Malaga zatrzymała się tuż przed przeszkodą.
-Julka! Julka nic Ci nie jest? - Zeszłam z Migdała i pomogłam wstać Julce, w tym czasie pani Magda goniła Malage po całej ujeżdżalni.
-Auu, bolą mnie plecy .
-O nie! No trudno to po jeździe.
-Nic Ci nie jest Julia? -Spytała instruktorka. - Zapomniałam Cię uprzedzić ,że ona często tak robi.
-Nic mi nie będzie ,tylko plecy trochę mnie bolą, ale dam radę . Kiedy następna lekcja?
-Dopiero spadłaś z konia i już chcesz jeździć? Nie wiem jak chcecie możecie przyjść jutro.-odparła z uśmiechem pani Magda.
-Dobrze , bardzo chętnie.
Wzięłyśmy z Julką konie i odprowadziłyśmy je do boksów. Potem poszłyśmy do siodlarni żeby wziąć nasze rzeczy. Kierowałyśmy się w stronę domu, gdy usłyszałyśmy głos za plecami :
-Cześć!
Za nami stał chłopak o ciemnych, krótkich włosach i niebieskich oczach. Był dość wysoki, wyższy ode mnie, chyba w moim wieku. Był ubrany w bryczesy i sztyblety.
-Hej.
-Jestem Patryk. Nigdy jeszcze was tu nie widziałem. Ty dzisiaj spadłaś z Malagi, prawda? Niezła z niej złośnica.
-Teraz już to wiem. Ja mam na imię Julka.
-A ja jestem Karolina. Przepraszam musimy już iść jutro przyjdziemy do stajni , też będziesz?
-Tak.
-To do jutra , do jutra!
-Cześć!
***
-Czemu to zrobiłaś ? - spytała Julka jak wróciłyśmy do domu .
-Co?
-No powiedziałaś temu przystojniakowi, że musimy iść !
-No bo nie miałam ochoty gadać, wolałam wrócić do domu po tym twoim upadku, przestraszyłam się, że coś sobie zrobiłaś.
-Aha, ale wszystko jest dobrze.
-Jutro się z nim zobaczymy, a co Ty tak bardzo chciałaś z nim rozmawiać? Spodobał Ci się?
***
Jak się podoba ? Piszcie w komentarzach :):) i czekajcie na kolejną część! :)
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Opowiadanie!! Rozdział 2 :)
Na miejscu dywanu , który wyniosłam zobaczyłam klucz . Nie wiedziałam jeszcze do czego on jest,ale wiedziałam ,że muszę to sprawdzić.
-Mamo. Może do mnie przyjechać Julka? Obiecałam ,że zaproszę ją na całe wakacje żeby mi się nie nudziło tu na wsi.
-No dobra , przejdź się po okolicy i pożycz od kogoś telefon.
-Co?! Nie masz tego twojego starego telefonu albo tu nie ma żadnego?!
-Tamtego telefonu nie mam , a tu w sumie się nie rozglądałam więc zobacz czy jest.
Nie znalazłam telefonu więc poszłam do sąsiada żeby spytać czy mogę skorzystać.
-Dobra byleby szybko! - W domu obok jakiś staruszek pożyczył mi telefon.
-Nie ma zasięgu, spróbuję jeszcze raz.
-Ale szybko! - Ten człowiek za miły nie był .
-Halo?! Julka ?
-Dzień dobry tu mama Julki.
-Dzień dobry mówi Karolina.
-A to Ty! Jak tam w nowym mieszkaniu?
-Okropnie. Mogę prosić Julkę?
-Oczywiście już ją wołam. Julkaa.. !
-Halo?
-Hej! Jak tam u Ciebie? Kiedy zamierzasz w końcu przyjechać , wiesz jaki mam okropny dom ,przygotuj się dobrze. Może razem go upiększymy?
-Hejcia! Nie mogę się doczekać naszego spotkania! Stęskniłam się! Kiedy mogę wpaść?
-Nawet dzisiaj. Spakuj walizkę i wpadaj! Zabierz strój kąpielowy , może znajdziemy w okolicy jakiś staw.
-Dobra. Pakuje się i za 2 godz. będę . Bo Ty na Żwirowej mieszkasz nie? A i konie. Jest tam jakaś stajnia?
-Tak na Żwirowej i pamiętaj pakuj się na całe wakacje! Haha, będzie super! Nie wiem jeszcze czy są konie ,ale najwyżej znajdziemy jakąś stajnie. Całego lata bez koni bym nie wytrzymała! A i jest coś jeszcze ,znalazłam klucz o bardzo dziwnym kształcie , musimy dowiedzieć ...
-Jaki klucz?! Gdzie go znalazłaś? Pokaż mi go! - Staruszek u którego rozmawiałam przez telefon stał się jakiś dziwny .
-Muszę kończyć . Do zobaczenia. - Powiedziałam Julce i oddałam telefon sąsiadowi. - No znalazłam taki jeden klucz , ale muszę już iść. Dziękuje , do widzenia.- Powiedziałam dziadkowi i uciekłam z jego domu .
Dziwna sytuacja , nie rozumiem tego . Zanim wróciłam do domu prze szłam się po okolicy, na przeciwko mojego domu było małe pole, a zanim stajnia! Tak ! Jest stajnia w okolicy! Nie wrócę już do tego starego dziadka, żeby zadzwonić powiem to Julce jak przyjedzie.
***
Te 2 godziny minęły bardzo szybko, spędziłam je w stajni oglądając konie. Poznałam też panią Magdę - instruktorkę , potem wróciłam do domu z nadzieją ,że Julka już jest. Nie było jej jeszcze , poczekałam 15 minut przed domem i zobaczyłam jej nadjeżdżający samochód. Wysiadła z niego Jula.
-Hej! Jak tam? - Podbiegłam do niej i przytuliłyśmy się na powitanie .
-Hej kochana! Dobrze a u Ciebie ?
-Znalazłam stajnię ! Jest zaraz za tym polem , 3 minuty drogi! Może mieszkanie tu nie będzie aż tak straszne! :)
-Dzień dobry- przywitałam się z mamą Julki
-Cześć, jest mama?
-Tak.
Pomogłam Julce wziąć jej 3 walizki i zaniosłyśmy je do mojego pokoju. Mama Julki poszła do mojej mamy na kawę, one również się przyjaźniły.
-Co z tym kluczem? -Spytała Julka jak już obejrzała cały mój pokój.
-Poczekaj zasłonię okno, bo w tym domu obok mieszka ten dziwny facet , który był bardzo dociekliwy jak powiedziałam Ci przez telefon o kluczu. - Zasłoniłam okno. - Patrz . Nie wiem jeszcze od czego on jest ,ale może od strychu .
-To choć zobaczymy. - Zaproponowała Julka.
-Lepiej jutro jak moja mama pojedzie do pracy i będziemy same w domu od 10:00 do 20:00 .
-No oki .
Puk,puk
-Ktoś puka do drzwi wejściowych , choć zobaczymy kto to - Powiedziałam do Julki.
-Dobra chodźmy.
-Tak! Przyjechało kilka mebli z poprzedniego domu! W końcu , będę miała coś ładnego!
Ojej. Moje kręcące krzesło i gitara! Ale fajnie.
Razem z panią Anią (mamą Julki) , moją mamą i Julką rozpakowałyśmy wszystko i rozłożyliśmy w domu w odpowiednie miejsca. Tak czas minął do wieczora. Pani Ania została na kolacji i odjechała po pożegnaniu córki ok 22 godziny. Po jedzeniu poszłyśmy się z Julką po kolej kąpać ,a później gadałyśmy jeszcze do 2 w nocy. Nie mogłyśmy nacieszyć się wakacjami , końmi tak nie daleko i jeszcze meble dzisiaj przyjechały! Wspaniały dzień . A jutro zabieramy się za zagadkę. O co chodziło temu dziadkowi z tym kluczem ? Co on chciał o nim wiedzieć? Czemu tak się nim interesował ? Z takimi myślami zasnęłam .
***
Jak się podoba?? Opowiadanie będzie na ok. 20 rozdziałów , to będzie coś długiego :):) Piszcie w komentarzach czy chcecie dzisiaj jeszcze jedną część ? Wzięło mnie coś na pisanie ;) Komentujcie!! :)
-Mamo. Może do mnie przyjechać Julka? Obiecałam ,że zaproszę ją na całe wakacje żeby mi się nie nudziło tu na wsi.
-No dobra , przejdź się po okolicy i pożycz od kogoś telefon.
-Co?! Nie masz tego twojego starego telefonu albo tu nie ma żadnego?!
-Tamtego telefonu nie mam , a tu w sumie się nie rozglądałam więc zobacz czy jest.
Nie znalazłam telefonu więc poszłam do sąsiada żeby spytać czy mogę skorzystać.
-Dobra byleby szybko! - W domu obok jakiś staruszek pożyczył mi telefon.
-Nie ma zasięgu, spróbuję jeszcze raz.
-Ale szybko! - Ten człowiek za miły nie był .
-Halo?! Julka ?
-Dzień dobry tu mama Julki.
-Dzień dobry mówi Karolina.
-A to Ty! Jak tam w nowym mieszkaniu?
-Okropnie. Mogę prosić Julkę?
-Oczywiście już ją wołam. Julkaa.. !
-Halo?
-Hej! Jak tam u Ciebie? Kiedy zamierzasz w końcu przyjechać , wiesz jaki mam okropny dom ,przygotuj się dobrze. Może razem go upiększymy?
-Hejcia! Nie mogę się doczekać naszego spotkania! Stęskniłam się! Kiedy mogę wpaść?
-Nawet dzisiaj. Spakuj walizkę i wpadaj! Zabierz strój kąpielowy , może znajdziemy w okolicy jakiś staw.
-Dobra. Pakuje się i za 2 godz. będę . Bo Ty na Żwirowej mieszkasz nie? A i konie. Jest tam jakaś stajnia?
-Tak na Żwirowej i pamiętaj pakuj się na całe wakacje! Haha, będzie super! Nie wiem jeszcze czy są konie ,ale najwyżej znajdziemy jakąś stajnie. Całego lata bez koni bym nie wytrzymała! A i jest coś jeszcze ,znalazłam klucz o bardzo dziwnym kształcie , musimy dowiedzieć ...
-Jaki klucz?! Gdzie go znalazłaś? Pokaż mi go! - Staruszek u którego rozmawiałam przez telefon stał się jakiś dziwny .
-Muszę kończyć . Do zobaczenia. - Powiedziałam Julce i oddałam telefon sąsiadowi. - No znalazłam taki jeden klucz , ale muszę już iść. Dziękuje , do widzenia.- Powiedziałam dziadkowi i uciekłam z jego domu .
Dziwna sytuacja , nie rozumiem tego . Zanim wróciłam do domu prze szłam się po okolicy, na przeciwko mojego domu było małe pole, a zanim stajnia! Tak ! Jest stajnia w okolicy! Nie wrócę już do tego starego dziadka, żeby zadzwonić powiem to Julce jak przyjedzie.
***
Te 2 godziny minęły bardzo szybko, spędziłam je w stajni oglądając konie. Poznałam też panią Magdę - instruktorkę , potem wróciłam do domu z nadzieją ,że Julka już jest. Nie było jej jeszcze , poczekałam 15 minut przed domem i zobaczyłam jej nadjeżdżający samochód. Wysiadła z niego Jula.
-Hej! Jak tam? - Podbiegłam do niej i przytuliłyśmy się na powitanie .
-Hej kochana! Dobrze a u Ciebie ?
-Znalazłam stajnię ! Jest zaraz za tym polem , 3 minuty drogi! Może mieszkanie tu nie będzie aż tak straszne! :)
-Dzień dobry- przywitałam się z mamą Julki
-Cześć, jest mama?
-Tak.
Pomogłam Julce wziąć jej 3 walizki i zaniosłyśmy je do mojego pokoju. Mama Julki poszła do mojej mamy na kawę, one również się przyjaźniły.
-Co z tym kluczem? -Spytała Julka jak już obejrzała cały mój pokój.
-Poczekaj zasłonię okno, bo w tym domu obok mieszka ten dziwny facet , który był bardzo dociekliwy jak powiedziałam Ci przez telefon o kluczu. - Zasłoniłam okno. - Patrz . Nie wiem jeszcze od czego on jest ,ale może od strychu .
-To choć zobaczymy. - Zaproponowała Julka.
-Lepiej jutro jak moja mama pojedzie do pracy i będziemy same w domu od 10:00 do 20:00 .
-No oki .
Puk,puk
-Ktoś puka do drzwi wejściowych , choć zobaczymy kto to - Powiedziałam do Julki.
-Dobra chodźmy.
-Tak! Przyjechało kilka mebli z poprzedniego domu! W końcu , będę miała coś ładnego!
Ojej. Moje kręcące krzesło i gitara! Ale fajnie.
Razem z panią Anią (mamą Julki) , moją mamą i Julką rozpakowałyśmy wszystko i rozłożyliśmy w domu w odpowiednie miejsca. Tak czas minął do wieczora. Pani Ania została na kolacji i odjechała po pożegnaniu córki ok 22 godziny. Po jedzeniu poszłyśmy się z Julką po kolej kąpać ,a później gadałyśmy jeszcze do 2 w nocy. Nie mogłyśmy nacieszyć się wakacjami , końmi tak nie daleko i jeszcze meble dzisiaj przyjechały! Wspaniały dzień . A jutro zabieramy się za zagadkę. O co chodziło temu dziadkowi z tym kluczem ? Co on chciał o nim wiedzieć? Czemu tak się nim interesował ? Z takimi myślami zasnęłam .
***
Jak się podoba?? Opowiadanie będzie na ok. 20 rozdziałów , to będzie coś długiego :):) Piszcie w komentarzach czy chcecie dzisiaj jeszcze jedną część ? Wzięło mnie coś na pisanie ;) Komentujcie!! :)
niedziela, 11 stycznia 2015
Nowe opowiadanie!! Rozdział 1 !
Hej, dzisiaj zaczynam nowe opowiadanie , będzie ono dłuższe od poprzedniego , ale więcej Wam nie zdradzę ! Zapraszam do czytania! Będzie się działo ;)
Tego dnia miałam zły humor.
-Mamo! Czy naprawdę musimy się przeprowadzać do tej dziury na wieś? Nie możemy zostać tutaj ? W mieście. Mam tu już przyjaciół , nie chce wyjeżdżać! Zaczynają się wakacje planowałam dużo wyjść na miasto lub do aqua parku razem ze znajomymi!
-Mówiłam Ci już. Nie ma takiej opcji żebyśmy zostały!
-Ale dlaczego?!
-Nie mamy pieniędzy rozumiesz? Nie możemy mieszkać w takich luksusach .
-Przecież tata ma dobrą pracę za granicą!
-Ale musimy też płacić za jedzenie i energię!
Ehh... co ja mam jej powiedzieć ? Ona i tak się przecież nie zgodzi jest bardzo uparta, nie interesuje ją to , że tutaj już się zaklimatyzowałam. Muszę odpuścić i tak jej nie przekonam. - Po tych przemyśleniach poszłam po ostatnią walizkę do mojego pokoju i rozejrzałam się po nim ostatni raz. Przypomniały mi się wszystkie wydarzenia , które się tu działy , jak spała u mnie moja najlepsza przyjaciółka Julia, jak dostałam mojego pierwszego śp. chomika i wiele innych przygód. Wzruszyłam się.
-Och jak bardzo chciałabym tu zostać!
Wzięłam walizkę , zamknęłam pokój i wyszłam na dwór żeby włożyć ją do auta.
***
Przez całą drogę do nowego domu (a trwała ona półtorej godziny) patrzyłam przez okno , nie odpowiadając na głupie tekściki mamy typu: jak mija podróż? Co tam robisz ciekawego ? Co ciekawego można robić podczas podróży? Nie mogłam nawet napisać do Julki ,ponieważ rozwalił mi się telefon , a nowy dostanę dopiero na moje 15 urodziny ,czyli za 3 miesiące.
O 15:00 mama zatrzymała samochód , kiedy zobaczyłam drewniany dom , ze starymi , brudnymi szybami , z drzwiami z dziurami od myszy miałam cichą nadzieję że to nie moje nowe miejsce zamieszkania.
-Wysiadamy Karolinka! Obejrzyj nasz nowy domek! - Moja 'cudowna' mamusia potwierdziła moje obawy. To był mój nowy dom!
-Co?! Ja mam mieszkać w tej szopie?!
-Nie mów tak. To piękny ,solidny dom.
-Ehe jasne.
-Choć , wybierz sobie pokój.
Wybór nie był duży. Mimo ,ze dom składał się z parteru , piętra i strychu , do którego nie miałyśmy klucza. Kiedy otwierało się drzwi wejściowe na wprost była mała kuchnia , na lewo toaleta, a na prawo schody na górę oraz salon , w którym była tylko jedna kanapa i nic więcej. Na piętrze zaraz po wejściu po schodach był długi korytarz , miał po 2 pary drzwi na jedną ścianę. Po lewej była sypialnia mamy i pokój, który sobie wybrałam , a po prawej łazienka z prysznicem i wanną oraz pokój z łóżkiem . Na wprost była zakręcone schody na strych.
W moim pokoju po lewej stronie miałam drewniane biurko z czterema małymi szufladami , na nim niewielką niebieską lampkę , było jeszcze łóżko przy oknie , trochę stare ,ale nie popsute , jedynie zabrudzone , po prawej stronie był rząd szaf na ciuchy , brzydkie trzeba będzie odmalować ,na ziemi leżał dywan , nie chciałam go mieć w pokoju , śmierdział , podniosłam go i wyniosłam z pokoju , jak wróciłam spojrzałam na podłogę i tam zobaczyłam....
***
Jak Wam się podoba? Czekajcie na kolejny rozdział , ten to było takie wprowadzenie prawdziwe wydarzenia będą w kolejnych częściach :):) Komentujcie i piszcie jak się podoba!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

