niedziela, 19 kwietnia 2015

Opowiadanie!! Rozdział 16 :)

Hej, pora na kolejny rozdział! Zapraszam do czytania!




                                                                          ***


                           Julka,
     przepraszam, że cię śledziłam,ale za nim wyszłyśmy z domu przeczytałam list  od Patryka,  który miałaś w torebce. Było mi przykro, że nic nie mówiłaś i dlatego śledziłam cię, by zobaczyć co zrobisz. Zrozum mnie. Mam nadzieję, że to koniec naszej sprzeczki, bo mamy ważną rzecz do rozwiązania prawda? Nie ma sensu się kłócić.


-Co jest? -spytał ciekawy Patryk, kiedy Julka nie odzywała się przez dłuższą chwilę.

-Zaraz wracam. Przeczytaj to. -Julka podała liścik Patrykowi i poszła w stronę boksu Bajki. Weszła do środka i mocno przytuliła Karolinę.  -Przepraszam. Nie wiem jak mogłam się tak zachować. Nie chcę się więcej z tobą kłócić!

-Okej. Wybaczam. -Na chwilę nastała krępująca cisza. -Będziesz teraz jeździć? -Zapytałam nagle.

-Tak. Pojedziemy w teren?

-Chętnie. Ale bez Patryka.

-Jasne! -Julka uśmiechnęła się i poszła po Malagę, a ja w tym czasie zapytałam się instruktorki czy możemy jechać.

-Same nie za bardzo. Pojadę z wami.

-Dobrze, byłoby super!

-A nie. Przepraszam teraz nie mogę. Niech jedzie z wami Patryk, albo Sandra.

-No nie! Na pewno pani nie da rady?

-Niestety nie. Poproście, którąś z tych osób, żeby z wami pojechali, dobrze?

-No dobrze.

    
                                                                             ***

-Julka! Nie jedziemy.

-Czemu? -Julka tak się zmartwiła, że zaprzestała czyścić konia.

-Bo nie możemy same, pani nie ma czasu, mamy jechać z Patrykiem, albo Sandrą.

-Kto to Sandra?

-Właśnie nie wiem. Dlatego nie jedziemy.

-A Patry...

-Nie! Z nim nie!

-No dobra. To zostańmy, pojeździmy na okólniku. Ja na oklep, a ty?
-Ja też.


                                                                             ***

Po jeździe, rozsiodłałyśmy konie i zlałyśmy im nogi zimną wodą. Julka pożegnała się z Patrykiem i wróciłyśmy do domu. Byłyśmy padnięte. Zjadłyśmy i położyłyśmy się na godzinkę. Gdy wstałyśmy wyszłyśmy na świeże powietrze. Wzięłam jabłko i poszłyśmy na spacer po okolicy.

-Jak byłaś w stajni poszłam... -przypomniało mi się, że miałam nic nie mówić o mojej rozmowie z panem Zbyszkiem.

-Gdzie poszłaś?

-Do tamtego lasku -wskazałam palcem na mały las parę metrów od nas. Znowu skłamałam.

-Aha, i co tam było?

-Nic. Właściwie nie wiem czemu o tym wspomniałam, bo nic niezwykłego się nie wydarzyło.

-Aaa! -Julka potknęła się o cos i przewróciła.

-Nic ci nie jest?!

-Kostka mnie trochę boli, ale co to było?

Wyjęłam z ziemi maleńkie pudełeczko.

-Patrz.

-Otwórz, co jest w środku?

-Nie da się. Weźmy to do domu.


                                                                            ***

Zapraszam do komentowania i obserwowania!! Do następnego ☺

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz