środa, 21 stycznia 2015

Opowiadanie!! Rozdział 8 :)

Już trzeci post dzisiaj! Uff.. Zapraszam do czytania! :)

                                                                        ***

Kiedy Julka powiedziała mi, że nauczyła się chodów bocznych, że Patryk ją nauczył poczułam zazdrość. Nie wiem czy dlatego, ze umie chody boczne, czy dlatego, że tak super spędziła czas z Patrykiem. Musiałam udawać, że cieszę się jej szczęściem.

-Tak? Nauczył cię chodów bocznych? Ale super! Jak pójdziemy do stajni to mnie nauczysz.-powiedziałam wesoła, ale kiedy tylko powiedziałam 'stajnia' uśmiech znikł. Przypomniał mi się Migdał. Wybuchłam płaczem.

-Hej, no weź, dla pani też jest to bardzo smutne, ale musi iść dalej i zajmować się innymi końmi, może pójdziemy jutro do stajni i spróbujesz pojeździć na kimś innym?

-Masz rację, nie ma co się smucić, jutro pójdziemy tam i będzie super!
                                                          
                                                                       ***

Do wieczora nie robiłyśmy już nic nadzwyczajnego, siedziałyśmy i się nudziłyśmy. Jednak następnego dnia od samego rana postanowiłyśmy wziąć się za szukanie złodzieja szkatułki.

-Patrz! Na naszą posesję wlazł pan Zbyszek! Idzie do szopy! Wszystko wskazuje na to, ze on ukradł
szkatułkę. - krzyknęła do mnie Julka. Od 20 minut siedziałyśmy za drzewem, który jest na przeciwko domu i obserwowałyśmy okolicę.

-Spójrz! On wychodzi bez niczego. Czy gdyby ukradł szkatułkę wyszedł by teraz z szopy z pustymi rękami ? -zapytałam, po dłuższym czasie obserwowania sąsiada

-Nie wiem, ale po co znów tu przylazł? On czegoś szuka i my dowiemy się czego!- odpowiedziała zdecydowanie Julka

Jednak potem coś się zdarzyło i wtedy już kompletnie nie wiedziałyśmy o co chodzi. Samochodem z różnymi rzeczami do koni w bagażniku (obadałyśmy ty jak poszedł do szopy) przyjechał jakiś pan. Był ubrany bardzo dostojnie, miał na sobie marynarkę.

-Czego tu szukasz?! -krzyknął pan Zbyszek, kiedy nieznajomy wszedł do szopy. Najwyraźniej się znali.

-Przyjechałem po to co powinno należeć do mojego ojca!

-O co chodzi? -szepnęłam zaniepokojona do Julki. Teraz byłyśmy bliżej szopy, więc słyszałyśmy każde wypowiedziane słowo.

-Idź stąd! -krzyknął nerwowo pan Zbyszek.

-Nie pojadę póki nie dostanę tego po co przyszedłem!

-Pobiegnę do domu po kartkę i zapiszę rejestrację auta tego gościa.- powiedziała cicho Julka i pobiegła do domu.

Gdy wróciła przeniosłyśmy się za samochód. Teraz to była nasza kryjówka.

-Zapisałaś? -spytałam

-Tak, to idziemy do domu? Trochę się boję.

-Dobra to poczekajmy na właściwy moment, a potem pędem.

W czasie kiedy panowie byli odwróceni pobiegłyśmy w stronę domu. Jednak nie udało nam się.

-Co wy tu robiłyście? Jak was dorwę!- zaczęłyśmy uciekać

                                                                          ***

Jak się podoba? Czekajcie na kolejną część, a tymczasem komentujcie!! :)
                                                                   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz