niedziela, 4 stycznia 2015

Moje opowiadanie 1 cz.1 !


Tego dnia miałam bardzo zły humor. Wstałam lewą nogą , mimo że była sobota. Nie miałam na nic ochoty. Wszystko krytykowałam. Po 15-tej moja mama przyjechała z pracy. Na szczęście przyniosła dobre informacje .
-O 17 masz jazdę.
-Naprawdę?! Super ! Dziękuję!! – Nie byłam na koniach od 2 tygodni z powodu choroby, więc cieszyłam się niezmiernie.

-Za pół godziny będzie obiad ! – Krzyknęła mama kiedy wbiegałam po schodach na górę.

-Dobrze!- Odpowiedziałam i zamknęłam się w pokoju. Szybko włączyłam komputer żeby popytać przyjaciółek ze stajni , czy też dzisiaj będą jeździć lub przyjadą tak po prostu do koni.-Tak! Będzie Roxana, Luiza i Monika! Nie mogę się doczekać! Tak dawno ich nie widziałam!

W jednej chwili humor poprawił mi się nie do poznania.
-Jagoda , obiad!

-Już idę!

Zasiadając do obiadu spojrzałam na zegar z kukułką , który wisiał w kuchni. Dochodziła już 16 więc zjadłam pośpiesznie obiad i o 16:10 zaczęłam się przygotowywać przed wyjazdem na konie. Założyłam moje fioletowo-czarne bryczesy i  pomarańczową bluzkę . W rękę wzięłam moją kamizelkę ochronną i kask. Jak zbiegłam na dół włożyłam do worka foliowego kilka jabłek oraz marchewki, ze względu na okropny upał  zabrałam dwu-litrową wodę.

-Mamo pośpiesz się , już 16:20 ! – Zawołałam mamę ,bo do stajni jadę 20 min , a trzeba jeszcze konia wyczyścić.
-Idź do samochodu , ja już wychodzę-Odpowiedziała mama.

                                                                                        ***
 
Gdy dojechałyśmy do stajni była 16:42. Nie tak źle, miałam jeszcze prawie 20 minut na przygotowanie konia tj. wyczyszczenie go i osiodłanie. Rozejrzałam się po stajni. Dziewczyn jeszcze nie ma. Znalazłam instruktorkę . Przywitałam się z nią i zapytałam na jakim koniu będę jeździć .
-Na Poezji.
-Dobrze , to idę ją czyścić .

Nasza stajnia była stajnią angielską , więc już z daleka zobaczyłam wpatrującą się we mnie Poezję .

-Cześć kochana, co tam u Ciebie? - Lubię rozmawiać z końmi

Poezja zarżała delikatnie na powitanie , a potem prychnęła.
Weszłam do jej boksu , przypięłam karabińczyk do kantara i ją wyprowadziłam . Na przeciwko stajni była ujeżdżalnia i na barierce odznaczającej jej teren przywiązywaliśmy konie, by móc je wyczyścić.
Wyprowadzałam Poezję trzymając ją za uwiąz. Nagle Baron ( koń 'mieszkający' obok Poezji) uderzył mocno tylnymi kopytami o drzwi boksu. Poezja stanęła dęba ze strachu i zerwała mi się .....


Jak Wam się podoba? Dalszy ciąg już jutro ! Piszcie w komentarzach opinie!  

2 komentarze:

  1. Super opowiadanie! Nie mogę się doczekać kolejnej części! ;)

    OdpowiedzUsuń