To już rozdział 10!! Każdy rozdział z liczbą okrągłą (10, 20, 30 itd. ) będzie świętowany! Tzn. będzie o wiele dłuższy od pozostałych części :) Zapraszam do czytania !
***
-Niech nam pan opowie! Co z tego, że jest długa. -razem z Julką błagałyśmy pana Zbyszka by opowiedział historie wiążącą się z przyjazdem nieznajomego . - I dziękujemy za ratunek -dodałam szybko
-No dobrze. Co do ratunku nie ma za co, nie wiecie jeszcze o co chodzi, a pan Władysław chciał się pytać o coś na co odpowiedzi byście nie znały.
-To niech pan mówi!
-A więc to co wam opowiem zdarzyło się ponad 150 lat temu. Ja urodziłem się 80 lat po tym incydencie, ale mój tata przyjaźnił się z takim Bobem. Mieszkał on...
-Chwileczkę! Na naszym strychu znalazłyśmy jakiś stary, zakurzony dziennik. Chyba właścicielem był jakiś pan Bob. Czy to może być ten sam człowiek? -przerwałam panu Zbyszkowi, kiedy przypomniałam sobie o dzienniku.
-To nawet pewne, że jest to ten sam człowiek. Właśnie mówiłem o tym, że mieszkał on...
-Karolina! Julka! Obiad! Chodźcie szybko! -usłyszałyśmy dobiegający zza okna głos mamy
-O nie! Mamo zaraz!- odkrzyknęłam mamie
-Nie zaraz, bo wszystko ostygnie!
-Och.-burknęłam- Musimy iść, możemy przyjść po obiedzie?
-Nie bardzo. Za pół godziny jadę do mojej młodszej siostry. Jest bardzo schorowana.
-O nie! Możemy przyjść jutro? Jakoś rano?
-To się jeszcze zobaczy, tymczasem zmykajcie na obiad.
-Dobrze, do widzenia!
-Do widzenia.
***
Po obiedzie mama jechała do swojej przyjaciółki, która mieszkała blisko mojego dawnego domu. To jakieś 1,5 godziny drogi w jedną stronę, więc wróci wieczorem. Stwierdziłyśmy, że pójdziemy na konie.
-Dzień dobry dziewczyny! -krzyknęła wesoło pani Magda- instruktorka
-Dzień dobry. -odpowiedziałyśmy równocześnie
-Mam dobre wieści! Migdał za 2 tygodnie będzie miał zdjęty gips! Przeżyje, oszczędzał w miarę chorą nogę, przez ok. 4 miesiące nie będzie nikt na nim jeździł, bo musi złapać kondycje, ale możesz się nim opiekować, tzn. karmić, lonżować itp.
-Och jak wspaniale! Jejku jak się cieszę!-krzyczałam jakbym była najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.- A na kim mogę dzisiaj pojeździć ?
-Na Bajce.
-Dobrze, idę ją czyścić!-byłam taka szczęśliwa!
-A ja idę po Malagę.-powiedziała Julka. Opiekowała się ona Malagą, więc wiedziała od razu na kim będzie jeździć.
***
Bajka była gniadym koniem rasy SP (szlachetna półkrew). Na kartce opisującej konia przeczytałam, ze ma ona 6 lat i 167cm wzrostu w kłębie. Nie taka wysoka. Byłam w boksie i czyściłam Bajkę. Była bardzo grzeczna.
Na chwile wyjrzałam z boksu w stronę Julki i zobaczyłam jak przytula się z Patrykiem na powitanie. Byłam zła, że nie przyszedł do mnie, ale postanowiłam poczekać. Może dopiero przyszedł do stajni.
Jednak minęło 10 minut, a jego nadal nie było. Wyjrzałam ponownie i zobaczyłam Julkę, która wciąż rozmawiała z Patrykiem i równocześnie czyściła konia. Nie wytrzymałam i poszłam do nich.
-Cześć Patryk! -przywitałam się wesoło rozkładając ramiona. Myślałam, że mnie również przytuli na powitanie.
-O cześć!- odpowiedział spoglądając na mnie na chwilę i wracając do rozmowy z Julką.
-Aha. -wymamrotałam pod nosem.-super, wspaniale, genialnie! -wracając do Bajki kopałam kamień i rzucałam pozytywnymi słowami, aczkolwiek nie byłam wesoła.
Bardzo zdenerwowało mnie to, że Patryk tak bardzo zaprzyjaźnił się z Julką. Może gdyby wiedziała, że on mi się podoba nie rozmawiałaby z nim ciągle? Dzisiaj wieczorem jej to powiem.-Postanowiłam.
Podczas jazdy Patryk i Julka ciągle wymieniali się uśmiechami. Strasznie mnie to denerwowało, chciałam z tamtąd iść, ale co bym powiedziała? 'No wiecie idę, bo mi się podobasz Patryk i denerwuje mnie jak rozmawiasz z Julką' No jasne...
***
Przetrwałam jazdę, ale po powrocie do domu mimo starań nie mogłam uśmiechnąć się do Julki.
-Co ci się stało? Obraziłaś się na mnie? -pytała ciągle
-Nie!- nie mogłam opanować emocji i zawsze odpowiadałam krzycząc.
-Dobra, dobra tylko pytam...- speszona Julka próbowała się bronić za każdym razem.
***
Kiedy się położyłyśmy do spania (ok. 23 ) mamy jeszcze nie było. Bałam się Julce wyznać prawdę o Patryku, ale przecież to moja przyjaciółka mówimy sobie wszystko.
-Julka -zaczęłam niepewnie- Bo wiesz ja byłam taka zła, bo...-zawiesiłam głos, nie byłam pewna czy powiedzieć Julce prawdę.
-No? -Julka zainteresowała się tym co mówiłam
-No bo Patryk mi się podoba, a....
-Co? Na prawdę? Ale super! Bylibyście fajną parą.
-Ale ty nic nie rozumiesz! Cały czas rozmawiał z tobą, na mnie nie zwracał praktycznie uwagi, ty mu się podobasz!
-Ja uważam go za przyjaciela, jeśli byłaś zła o to, to przepraszam. Nie wiedziałam.
-Okej, wybaczam. A teraz idę spać jestem strasznie zmęczona.-powiedziałam i po krótkim czasie zasnęłam.
***
Następnego dnia rano przestraszyłyśmy się bardzo z Julką, na naszym podwórku zobaczyłyśmy samochód pana Władysława, a w domu było tak jak wczoraj. Mama nie wróciła! Na pewno nie zatrzymała się u przyjaciółki, powiedziała nawet, że wróci jak najwcześniej żebyśmy nie musiały być długo same. Byłam przerażona!
***
Uff, to się rozpisałam :) Mam nadzieję, że opowiadanie i te jubileusze Wam się spodobają ! ☺
Jestem otwarta na wszelkie komentarze! :) Komentujcie ☻☺ i zadawajcie pytania na temat zwierząt ! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz