niedziela, 25 stycznia 2015

Opowiadanie!! Rozdział 10 ! :)

To już rozdział 10!! Każdy rozdział z liczbą okrągłą (10, 20, 30 itd. ) będzie świętowany! Tzn. będzie o wiele dłuższy od pozostałych części  :) Zapraszam do czytania !


                                                                       ***

-Niech nam pan opowie! Co z tego, że jest długa. -razem z Julką błagałyśmy pana Zbyszka by opowiedział historie wiążącą się z przyjazdem nieznajomego . - I dziękujemy za ratunek -dodałam szybko

-No dobrze. Co do ratunku nie ma za co, nie wiecie jeszcze o co chodzi, a pan Władysław chciał się pytać o coś na co odpowiedzi byście nie znały.

-To niech pan mówi!

-A więc to co wam opowiem zdarzyło się ponad 150 lat temu. Ja urodziłem się 80 lat po tym incydencie, ale mój tata przyjaźnił się z takim Bobem. Mieszkał on...

-Chwileczkę! Na naszym strychu znalazłyśmy jakiś stary, zakurzony dziennik. Chyba właścicielem był jakiś pan Bob. Czy to może być ten sam człowiek? -przerwałam panu Zbyszkowi, kiedy przypomniałam sobie o dzienniku.

-To nawet pewne, że jest to ten sam człowiek. Właśnie mówiłem o tym, że mieszkał on...

-Karolina! Julka! Obiad! Chodźcie szybko! -usłyszałyśmy dobiegający zza okna głos mamy

-O nie! Mamo zaraz!- odkrzyknęłam mamie

-Nie zaraz, bo wszystko ostygnie!

-Och.-burknęłam- Musimy iść, możemy przyjść po obiedzie?

-Nie bardzo. Za pół godziny jadę do mojej młodszej siostry. Jest bardzo schorowana.

-O nie! Możemy przyjść jutro? Jakoś rano?

-To się jeszcze zobaczy, tymczasem zmykajcie na obiad.

-Dobrze, do widzenia!

-Do widzenia.

                                                                         ***

Po obiedzie mama jechała do swojej przyjaciółki, która mieszkała blisko mojego dawnego domu. To jakieś 1,5 godziny drogi w jedną stronę, więc wróci wieczorem. Stwierdziłyśmy, że pójdziemy na konie.

-Dzień dobry dziewczyny! -krzyknęła wesoło pani Magda- instruktorka

-Dzień dobry. -odpowiedziałyśmy równocześnie

-Mam dobre wieści! Migdał za 2 tygodnie będzie miał zdjęty gips! Przeżyje, oszczędzał w miarę chorą nogę, przez ok. 4 miesiące nie będzie nikt na nim jeździł, bo musi złapać kondycje, ale możesz się nim opiekować, tzn. karmić, lonżować itp.

-Och jak wspaniale! Jejku jak się cieszę!-krzyczałam jakbym była najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.- A na kim mogę dzisiaj pojeździć ?

-Na Bajce.

-Dobrze, idę ją czyścić!-byłam taka szczęśliwa!

-A ja idę po Malagę.-powiedziała Julka. Opiekowała się ona Malagą, więc wiedziała od razu na kim będzie jeździć.

                                                                           ***

Bajka była gniadym koniem rasy SP (szlachetna półkrew). Na kartce opisującej konia przeczytałam, ze ma ona 6 lat i 167cm wzrostu w kłębie. Nie taka wysoka. Byłam w boksie i czyściłam Bajkę. Była bardzo grzeczna.
Na chwile wyjrzałam z boksu w stronę Julki i zobaczyłam jak przytula się z Patrykiem na powitanie. Byłam zła, że nie przyszedł do mnie, ale postanowiłam poczekać. Może dopiero przyszedł do stajni.

Jednak minęło 10 minut, a jego nadal nie było. Wyjrzałam ponownie i zobaczyłam Julkę, która wciąż rozmawiała z Patrykiem i równocześnie czyściła konia. Nie wytrzymałam i poszłam do nich.

-Cześć Patryk! -przywitałam się wesoło rozkładając ramiona. Myślałam, że mnie również przytuli na powitanie.

-O cześć!- odpowiedział spoglądając na mnie na chwilę i wracając do rozmowy z Julką.

-Aha. -wymamrotałam pod nosem.-super, wspaniale, genialnie! -wracając do Bajki kopałam kamień i rzucałam pozytywnymi słowami, aczkolwiek nie byłam wesoła.

Bardzo zdenerwowało mnie to, że Patryk tak bardzo zaprzyjaźnił się z Julką. Może gdyby wiedziała, że on mi się podoba nie rozmawiałaby z nim ciągle? Dzisiaj wieczorem jej to powiem.-Postanowiłam.

Podczas jazdy Patryk i Julka ciągle wymieniali się uśmiechami. Strasznie mnie to denerwowało, chciałam z tamtąd iść, ale co bym powiedziała? 'No wiecie idę, bo mi się podobasz Patryk i denerwuje mnie jak rozmawiasz z Julką' No jasne...


                                                                       ***

Przetrwałam jazdę, ale po powrocie do domu mimo starań nie mogłam uśmiechnąć się do Julki.

-Co ci się stało? Obraziłaś się na mnie? -pytała ciągle

-Nie!- nie mogłam opanować emocji i zawsze odpowiadałam krzycząc.

-Dobra, dobra tylko pytam...- speszona Julka próbowała się bronić za każdym razem.

                                                                       ***

Kiedy się położyłyśmy  do spania (ok. 23 ) mamy jeszcze nie było. Bałam się Julce wyznać prawdę o Patryku, ale przecież to moja przyjaciółka mówimy sobie wszystko.

-Julka -zaczęłam niepewnie- Bo wiesz ja byłam taka zła, bo...-zawiesiłam głos, nie byłam pewna czy powiedzieć Julce prawdę.

-No? -Julka zainteresowała się tym co mówiłam

-No bo Patryk mi się podoba, a....

-Co? Na prawdę? Ale super! Bylibyście fajną parą.

-Ale ty nic nie rozumiesz! Cały czas rozmawiał z tobą, na mnie nie zwracał praktycznie uwagi, ty mu się podobasz!

-Ja uważam go za przyjaciela, jeśli byłaś zła o to, to przepraszam. Nie wiedziałam.

-Okej, wybaczam. A teraz idę spać jestem strasznie zmęczona.-powiedziałam i po krótkim czasie zasnęłam.

                                                                        ***

Następnego dnia rano przestraszyłyśmy się bardzo z Julką, na naszym podwórku zobaczyłyśmy samochód pana Władysława, a w domu było tak jak wczoraj. Mama nie wróciła! Na pewno nie zatrzymała się u przyjaciółki, powiedziała nawet, że wróci jak najwcześniej żebyśmy nie musiały być długo same. Byłam przerażona!


                                                                         ***

Uff, to się rozpisałam :) Mam nadzieję, że opowiadanie i te jubileusze Wam się spodobają ! ☺
Jestem otwarta na wszelkie komentarze! :) Komentujcie ☻☺ i zadawajcie pytania na temat zwierząt ! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz