sobota, 17 stycznia 2015

Opowiadanie!! Rozdział 5 :)

Przepraszam, że nic nie dodałam ani wczoraj ani w czwartek, ale nie miałam czasu :( za to dzisiaj napiszę dłuuugi rozdział 5 i zrobię kilka nowych postów : Zrób to sam! :)


                                                                     ***

Cykoria cwałowała po padoku, w pewnej chwili skręciła bardzo szybko i Patryk z niej spadł.

-Patryk! Nic ci nie jest?! - spanikowana Julka pobiegła do Patryka

-Nie. Zostaw mnie.

-O co ci chodzi?

-Jeszcze się nie domyślacie? Super.

-No powiedz.- prosiła Julka, ale Patryk wstał, wsiadł na konia i zaczął jeździć.

-Coś mu się stało?- spytałam przyjaciółkę, jak do mnie podeszła.

-Nic mu nie jest widzisz, że już jeździ, ale jest na nas obrażony i jak zapytałam dlaczego, powiedział : Jeszcze się nie domyślacie? Super. Wiesz może o co mu chodzi?

-Nie mam pojęcia. Wracajmy do domu, mam dosyć.

-Ja też. Chodźmy.

-Julka! Może póki mamy nie ma w domu zobaczymy tą szkatułkę? - spytałam jak dotarłyśmy do domu.

-Okej. Chodź.

Poszłyśmy do szopy i przeraziłyśmy się.

-Drzwi są rozwalone! Nie ma szkatułki! Ktoś ją wziął! Może moja mama? Albo ktoś inny.

-Nie wiem, chodź poszukajmy jakiś śladów.

Po długim przeszukiwaniu szopy nic nie znalazłyśmy.

-O nie! I co teraz? Skoro ktoś to wziął była cenna.

-Może to był mój sąsiad? Chodźmy do niego!

-Co ty? Chcesz tak po prostu przyjść i powiedzieć: Dzień dobry! Nie ukradł nam pan szkatułki? I myślisz, że prawdę powie? Musimy się dostać do jego domu jak gdzieś pojedzie.

-To zobaczmy czy teraz jest w domu.

Poszłyśmy do niego i zadzwoniłyśmy do drzwi. Niestety był  w domu.

-Dzień dobry !- przywitałam miło staruszka.

-Zależy dla kogo dobry. - odpowiedział- Czego tu szukacie?

-Piłka nam wpadła na pana podwórko, możemy po nią wejść? - zmyśliłam

-Dobra, ale szybko.

Poszłyśmy na jego podwórze, postałyśmy tam chwilę i wróciłyśmy.

-Nie ma jej, może wydawało mi się, że tu wleciała, no nic. To do widzenia!

-Do widzenia.

                                                                    ***

-Był strasznie nie miły, podejrzane.

-Noo, a na dodatek ta łopata, która leżała na jego trawniku, mógł nią rozwalić drzwi szopy.

-Będziemy go obserwować, mam rolnetkę, a jak gdzieś wyjdzie to wejdziemy do jego domu.

O 16:00 miałyśmy jazdę, więc ubrałyśmy bryczesy i ponownie zawitałyśmy w stajni. Patryka już nie było.

Jeździłyśmy, tym razem nie było żadnych upadków, po skończonym treningu pani Magda pozwoliła żebyśmy wzięły konie, na których jeździłyśmy na lonże. O 18:00 po godzinnej jeździe i lonżowaniu ponownie wyczyściłyśmy konie i nakarmiłyśmy je. Pani powiedziała, że jak chcemy możemy przez wakacje opiekować się tymi końmi jakby były nasze. Ucieszyłyśmy się niezmiernie i oczywiście zgodziłyśmy. Miałyśmy te same konie co na pierwszej lekcji, czyli ja Migdała, a Julka Malagę.

-To do jutra! - wracając w stronę domu krzyknęłyśmy równocześnie do instruktorki.

-Do zobaczenia! - odpowiedziała nam

Jak wróciłyśmy do domu było jeszcze jasno. O tej porze roku ciemno robi się po 21:00. Spojrzałyśmy przez okno czy sąsiad jest w domu i ku naszej radości nie było go! Tylko jak nie wrócimy przed 20:00 mama wróci z pracy i będzie nas szukać.

-To co robimy? Idziemy czy lepiej nie ryzykować ? - zapytała Julka

-Myślę, że będzie jeszcze szansa, a pomyśl sobie co by było jakby mama znalazła nas u sąsiada podczas jego nieobecności. To by była masakra! Ale możemy obadać czy wróci na noc, bo jak nie to wymkniemy się jak mama zaśnie.

Dowiedziałyśmy się od sąsiada, że pan Zbyszek wyjechał i wróci jutro rano. Miał jakąś ważną sprawę do załatwienia, chodziło o jakiś skarb. Od  razu domyśliłyśmy się, że pojechał ze szkatułką!

-W sumie jak faktycznie pojechał ze szkatułką to po co mamy iść do jego domu?

-No bo przecież nie wiemy czy na pewno on ją wziął, może w domu znajdziemy jakieś zapiski, albo coś.

Położyłyśmy się do łóżka i czekałyśmy aż mama zaśnie. Kiedy miałyśmy pewność, że śpi wyszłyśmy cicho z pokoju i zeszłyśmy po trzeszczących schodach.

-Dziewczynki co robicie? - mama niestety się obudziła.

-Przyszłyśmy się napić.- krzyknęłam z dołu.

-Dobrze, dobranoc.

-Uff, jakoś się udało, poczekajmy z 5 minut, żeby nie słyszała jak wychodzimy. -szepnęłam do Julki

Po 5 minutach wyszłyśmy cicho z domu. Nie było nam zimno, mimo, że byłyśmy w piżamach, latem noce też są ciepłe.

-Jak wejdziemy do środka? - zapytałam Julkę, jak byłyśmy pod domem sąsiada

-Widziałam wczoraj jak chował klucz w tej doniczce. - wskazała na ogromną donice stojącą obok drzwi.

-No to zobacz czy tam jest.

Na szczęście w doniczce był klucz.

-Dobra to wejdźmy i się pośpieszmy .

Szukałyśmy w domu jakichkolwiek wskazówek .

-Patrz, tu jest jego kalendarz, może tu znajdziemy coś ciekawego. - podniosłam ze stołu kalendarz i przejrzałam parę dni wstecz. W kalendarzu każdy dzień opisany był bardzo szczegółowo, jak w dzienniku/pamiętniku.

-Dwie dziewczyny otworzyły szopę, do której dawno nikt nie zaglądał ; Muszę to mieć! ; Tak! Mam to i wyjeżdżam, jutro wrócę.  - przeczytałam sobie kilka notatek pod nosem, a potem pokazałam Julce.

-Ej, on chyba to ukradł. Co teraz zrobimy?

-Hej! Kto tam jest?! - usłyszałyśmy krok i słowa wymawiane grubym, męskim głosem .

                                                                            ***

Mam nadzieję, ze się podoba! Teraz nie będę już robić takich zaległości :) Komentujcie :):)

2 komentarze:

  1. Właśnie przeczytałam od 1 rozdziału wszystko ;) bardzo ciekawe, czekam na ciąg dalszy
    juoart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń