Hej, dzisiaj kolejny rozdział! Zapraszam :)
Gdy usłyszałyśmy, że ktoś jest w domu spanikowałyśmy. Uciekłyśmy do pomieszczenia obok, była to sypialnia. Julka wślizgnęła się pod łóżko, a ja schowałam za drzwiami.
-Halo? Ktoś tu jest? -tajemniczy pan powtórzył pytanie
Siedziałyśmy cicho jak myszki, bardzo się bałyśmy. W pewnym momencie usłyszałyśmy kroki bardzo blisko nas, był w sypialni. Wstrzymałam oddech, miałam gorszą kryjówkę.
Nagle ten pan podszedł do szafki nocnej koło łóżka i zaczął tam grzebać. Wyjął trochę pieniędzy, jakiś stary, myślę że drogocenny wisiorek i pozłacaną klamrę. Zrozumiałam, że to był złodziej!
Natychmiast zaczęłam myśleć co tu zrobić, przecież on nie może tak sobie okraść pana Zbyszka i zwiać.
Poczekałam aż wyszedł z sypialni i zagadałam cicho do Julki
-Co robimy? To jest złodziej!
-Nie wiem, wymyśl coś szybko!
-Chyba jedyne co możemy zrobić to wybiec stąd i zawiadomić kogoś dorosłego!
-Dobra to chodź.
I poszłyśmy, czekałyśmy na odpowiedni moment i zaczęłyśmy biec w stronę wyjścia
-Julka! Pomocy! - złodziej złapał mnie za rękę i nie chciał puścić, na szczęście Julka zdecydowanym krokiem wyjęła kwiaty z doniczki, która stałą na szafce na buty tuż przy drzwiach i chlusnęła mu wodą prosto w twarz.
Udało nam się uciec, wbiegłyśmy do domu, jak oparzone, mama obudziła się i zbiegła na dół.
-Co się stało?!- zapytała przerażona
-Byłyśmy u pana Zbyszka, znaczy jego nie ma, w jego domu jest złodziej! Uciekłyśmy szybko! -opowiedziałam pokrótce historię, byłam bardzo zdyszana .
Mama wybiegła z domu i poszła po sąsiada pana Zbyszka, on zareagował i wygonił złodzieja.
Kiedy mama wróciła do domu nie była zadowolona.
-Co wy tam robiłyście w środku nocy?!
-No poszłyśmy na chwilę na dwór i zobaczyłyśmy, że ktoś się wkrada, przynajmniej ocaliłyśmy ten dom!
-To was nie usprawiedliwia! Marsz do pokoju i do spania!
Poszłyśmy szybko na górę, wciąż trzęsłyśmy się po tym incydencie.
-Jejku, nigdy więcej takich nocnych wypadów ! -powiedziałam i położyłam się, byłam mega śpiąca.
***
Następnego dnia wstałyśmy bardzo późno, o 14. Wciąż byłyśmy przestraszone cała sytuacją. I jeszcze mama była zła. Zeszłyśmy na śniadanie. Planowałyśmy wybrać się dzisiaj do stajni do 'naszych' koni (pani mówiła, że możemy je karmić, lonżować itd., więc to tak jakby były nasze)
-Mamo, idziemy za chwilę do koni. -oznajmiłam mamę
-Nie idziecie! Macie karę do końca przyszłego tygodnia!
-Co?! My ustaliłyśmy z panią ,że takie dwa konie będą jakby nasze na czas wakacji! Musimy się nimi zaopiekować!
-Trudno, trzeba było myśleć zanim zrobiłyście wczoraj taką głupotę!
-Jasne, dom dzięki nam nie został okradziony, a ty nam jeszcze kary dawaj !
Poszłyśmy na górę mocno tupiąc nogami po schodach.
-To co będziemy robić?- spytała Julka
-Nie wiem. Konie były jedynym ciekawym zajęciem na tej wsi.
-Chyba nie zamierzasz siedzieć tu do końca przyszłego tygodnia, pani będzie zła i nie będziemy mogły opiekować się już tymi końmi.
-Jasne, że nie zamierzam, jak tylko mama gdzieś pojedzie już nas tu nie będzie.
I tak też się stało, mama pojechała na zakupy, a my od razu wskoczyłyśmy w bryczesy i wyszłyśmy z domu.
***
-Dzień dobry!-przywitałam się z panią Magdą- przepraszamy, ze tak późno, ale zdarzyła się pewna sytuacja i nie mogłyśmy przyjść wcześniej .
-Nie taki dobry, stało się coś strasznego!- odpowiedziała ze smutkiem pani Magda
***
Jak się podoba? Komentujcie! :)
Kurcze, aż szkoda, że nie ma dalej :( już tak się wciągnęłam. Pisz szybko następny rozdział, bo już nie moge się doczekać :D
OdpowiedzUsuńmarzycielkazkoniem.blogspot.com
Dziękuje za miłe słowa :):) one bardzo motywują :)
UsuńA będzie dzisiaj kolejny rozdział? :D
OdpowiedzUsuńTak ;3 :D :)
Usuń